From: "Logiczniak" <logis onet.pl>
Subject: Re: kolejne dowody, ze Re1 to bzdura
Użytkownik "Syzyf"

> Ach, więc śmiejesz się z własnego wyobrażenia, że "ksRobak wciąga mnie w
> jakieś
> tryby" :) Czyli tak na prawdę śmiejesz się z samego siebie... ;)
>
:-)))))))))

Logiczniak



From: "a.bitter" <wojloboWYTNIJTO wa.onet.pl>
Subject: Re: Z pozdrowieniami
> Witam!
>
> Pod długim okresie nieobecności na grupie pojawiam się ponownie. Być
> może ktoś mnie jeszcze pamięta?

Oczywiście pamiętam Pana doskonale. Był Pan ,i mam nadzieję będzie, jednym z
niewielu uczestników tego fotum, dla których warto było tu zajrzeć.
Z dużym zainteresowaniem przeczytałem poniżej zamieszczony tekst.
Jest znakomity i pod względem języka, jak i merytorycznie, choć nie we
wszystkim się z Panem zgadzam. Mam nieco odmienny pogląd zarówno na rolę jak i
funkcjonowanie nauki, zwłaszcza w drugiej połowie XX wieku i na przyszłość,
widzę to znacznie mniej "romantycznie" niż był Pan uprzejmy to przedstawić.
Naukowcy, poza ich talentem poznawczym są niestety tylko ludźmi i motywy ich
działania dalekie są od tego, o czym pisał cytowany przez Pana Poincare (to z
tekstu: "Czy świat jest fraktalny" na Pana stronie www).
Chętnie powrócę do tej problematyki na Pana forum, jeśli zdrowie i czas mi
pozwolą, a na razie jeszcze raz wyrażam radość z Pana powrotu do internetowego
świata.
Najserdeczniejsze życzenia zdrowia i weny twórczej
A. Bitter



--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl


From: "Kowdlar" <elubed interia.pl>
Subject: Re: Egzystencjonalizm

Użytkownik "jurek" <jbroniszewski op.pl> napisał w wiadomości
news:fg4qdr$u8n$1 news.onet.pl...
>
> Użytkownik "Kowdlar" <elubed interia.pl> napisał w wiadomości
> news:fg24pq$kah$1 atlantis.news.tpi.pl...
>> Ból życia dzisiaj, czy jeszcze w epoce operacji plastycznych, aparatów na
>> zęby, stomatologii, i wszystkich diet, poczynając od Diamonda po dietę
>> optymalną Kwaśniewskiego, można mowić o bólu nie tyle ciała lecz duszy?
>>[...]
>
>
>>Wiek telewizji rozpędził te
>> egzystencjonalne rozterki, ale czy do końca.
>
> Sądzę,że odwrotnie.

To zależy, moim zdaniem od czasu rozwinięcia się telewizji nastała era,
którą można nazwac : Show must go on, w każej sytuacji. Ludzie nie mają
czasu na głębsze refleksje, a jednak egzystencjonalizm wymaga pewnego
skupienia , namysłu. A za to dostają sieczkę, papkę, jakieś durne
telenowele, ale przynajmniej,jak już mówiłem, 80% ludzi nie ma czasu się
zastanawiać. Nie bez znaczenia ma fakt, że sam kierunek w filozofii
,nazywany egzystencjonalizmem, rozwinął się wśród zachodnich
intelektualistów, tacy ludzie nie raczą się zwykle rozrywką tłumu, im
wystarcza dobra muzyka, i dobra książka. I dziś jest mnóstwo ludzi
myślących, i dziś pełno jest cierpienia na świecie, takie plagi jak
alkoholizm, narkomania, wszystko to prawda,ale czasy są już zupełnie inne
niż po II wojnie światowej, teraz króluje TV, nie ma to teraz takiego
zasięgu (egzystencjonalizm) jak po wojnie, jest raczej kwestią
indywidualnych wyborów ludzkich, nie jest to modne. Moda też wynosi jedne
prądy intelektualne ,a inne wypiera.


>
> Wiek telewizji chyba jednak pogłębił te egzystencjalne rozterki.
> Podstawą dobrego samopoczucia człowieka jest właściwy kontakt z drugim
> człowiekiem.
> Właściwy to umiejętność rozmowy,wysłuchania ,zrozumienia,poświęcenia
> trochę
> jej uwagi itd. co naogół wymaga wysiłku i nie zawsze jest przyjemne ale
> zawsze tworzy realną bazę do oceny własnego postępowania a u drugiej osoby
> poczucia wartości..Nie zawsze mamy na to czas i ochotę.
>
> Telewizja ( i internet) to łatwa ucieczka od realnego życia w świat fikcji
> i
> ułudy.Nieprzypadkiem mają dużą oglądalność różne telenowele,w których nic
> się nie dzieje.Większość filmów ,choć miło się ogląda to jednak bajki dla
> dorosłych;nie niosą jakichś głębszych wartości a zabierają nam czas.(tych
> ambitniejszych już prawie nie ma lub są o późnych porach bo są
> niekasowe).Telewizja ,oglądana bezkrytycznie,narzuca nam też pewne style i
> wartości.
>
> Wszystko to sprawia,że poświęcając zbyt dużo czasu telewizji nie mamy go
> dla
> innych.

Ja się ogólnie z tobą zgodzę, to jest kwestia zdrowia psychicznego, nam
ludziom konieczne są kontakty z innymi. Zresztą człowiek to takie dziwne
zwierzę, które jest na wskroś indywiduum, z drugiej strony potrzebuje
kontaktów z innymi, jest zwierzeciem stadnym, ale też wielkim
indywidualistą. Jeśli traktujesz egzystencjonalizm jako chorobę psychiczną
albo chorobę duszy, to rzeczywiście patologiczne relacje międzyludzkie ery
TV mogą mieć duże znaczenie

K.



From: "Kowdlar" <elubed interia.pl>
Subject: Re: Egzystencjonalizm

Użytkownik "Nagash" <nagash1 poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:fg4asb$6ke$1 news.onet.pl...

> Egzystencja staje się ciężka lub wręcz nie do zniesienia, gdy odczuwamy
> samotność. Samotność ludzka bierze się nie tyle z braku potencjalnych
> rozmówców ile z niemożności porozumienia się międzyludzkiego.

No tak,ale czy medytacja nie jest kwintesencją samotności, a przecież
wielkie religie wschodu wręcz nalegają , by praktykować takie zachowanioa?
Gautama zaczął dość późno odczuwać cierpienie, ale nie przywykłe na to jego
jestestwo zareagowało bardzo mocno, wręcz, z punktu widzenia dzisiejszych
analiz psychologicznych, była to reakcja patologiczna. I do czego to
doporwadziło, wszyscy wiemy. Dzisiaj raczej uważa się, że dziecko od
najmłodszych lat powinno być prospołeczne, progrupowe, a więc także powinno
odczuwać od maleńkości i bół i radość, gdy dzieci bawią się w piaskownicy
obsikanej przez osiedlowe Burki, nie chorują potem później na wszelkiego
rodzaju alergie i anginy

..
Bariera owa w
> moim przekonaniu wynika z wielu rzeczy jak choćby to, że wszyscy jakoś się
> różnimy względem siebie (np. temperamentem czy rodzajami podniet) i
> inaczej postrzegamy rzeczywistość. Konstruując i używając znormalizowanych
> i uściślonych sposobów komunikacji wzajemnej ludzie próbują się
> porozumiewać, nie biorąc pod uwagę pewnej jednej rzeczy. Owej rzeczy nie
> bierze się pod uwagę z prostego powodu, jej istnienie (a co dopiero
> ważność) jest niedowodliwe. Owa rzecz to po prostu energia. Jest ona o
> tyle ważna, że niemal decyduje o poziomie wzajemnej komunikacji. Szkoda,
> że tak sceptycznie się do niej podchodzi a tych, którzy o tym piszą
> etykietuje się osobami niepoważnymi.

Znam ten ból

Prawdy otrzymane i (nie)uświadomione na niskim poziomie
> energii nie mają żadnej wartości. Prawdy otrzymane i uświadomione na
> wysokim poziomie energii nie mają żadnej wartości dla osoby (nawet tej
> samej) będącej na niskim poziomie energii. Gdybyśmy bardziej zwrócili
> uwagę właśnie na energię osobistą, gromadzili ją i oszczędzali to
> komunikacja byłaby nie tyle łatwiejsza co w ogóle możliwa. Tym samym
> ciężar egzystencji byłby ..... znacznie większy do udźwignięcia :)) ale to
> już inna historia.
>
Pozdrowienia
K.



From: "AW" <Pan_Andrzej_W hotmail.com>
Subject: Re: Z pozdrowieniami

"Lamesz" <lamesz onet.eu> wrote in message
news:1193667132.425186.40300 19g2000hsx.googlegroups.com...
Witam!

Pod długim okresie nieobecności na grupie pojawiam się ponownie. Być
może ktoś mnie jeszcze pamięta?

Postanowiłem uciec się do nieuczciwej sztuczki. Zamiast wklejać tu
swoje teksty, polecam Waszej uwadze swoją stronę
http://onaturze.republika.pl
- jednym z powodów jest ten, że kluczowe dla większości tamtejszych
tekstów są obrazy, co nie przystoi na usenecie. Możecie potraktować
podany adres jako spam, jako zbiór 20 potencjalnych nowych wątków lub
po prostu jako czytadło dla osób zainteresowanych spekulatywną
filozofią przyrody, nauki i poznania oraz czystą, pozaintelektualną
estetyką Natury.

Pozdrawiam,
Lamesz

PS. Jako tzw. appetizer zamieszczam pierwszy z tamtejszych tekstów,
który zamierzyłem sobie jako credo i jako oś organizacyjną wszystkich
pozostałych tekstów. Jak zwykle okazało się, że niemożliwe jest
apodyktyczne zaprojektowanie metodologii z góry i że metoda powstaje w
praktyce; tekst ten jednak dosyć dobrze chyba oddaje moje myślenie o
poznaniu jako takim.


--- Czemu nauka, czemu filozofia, czemu nie tylko one? ---

Oś skupiającą wiązki mojego rozumowania na temat Natury tworzą
wspólnie nauka i filozofia; ważne jest więc zrozumienie, co mam na
myśli używając tych dwóch pojęć. Najłatwiej zaś zilustrować mój pogląd
na naukę i filozofię w ujęciu historycznym, śledząc "bieg ducha
ludzkiego przez dzieje".

Od kiedy człowiek osiągnął świadomość, zadaje nieskończone ilości
pytań dotyczących świata, w który został "wrzucony"; zupełnie jak nowo
narodzone dziecko. Jest dla mnie powodem do nieustającego podziwu i
estetycznej radości śledzenie tworzonych przez ludzkość mitologii,
których wspólnym mianownikiem jest wszak próba odnalezienia odpowiedzi
na pytania, których zadanie jest dowodem nieprawdopodobnej otwartości
umysłu. Małpy nie pytają, skąd wziął się Kosmos, skąd wzięły się one
same i dokąd zmierzamy i tylko niepojęta tajemnica człowieczeństwa
sprawia, że takie pytania pojawiły się znikąd w ewoluującym Kosmosie.

Nauka jest szczególnym frontem poszukiwawczym, nastawionym na
skuteczność i próbę osiągnięcia jak największej pewności co do
faktualnej prawdziwości swoich orzeczeń. Korzenie nauki tkwią w
technologii i od niej właśnie bierze się potrzeba skuteczności jej
twierdzeń; jak największa zgodność pomiędzy opowieścią naukową a
faktycznym stanem rzeczy jest więc podstawowym wymogiem, jaki stawia
przed sobą nauka. To dzięki tej zgodności mogą istnieć samochody,
pociągi, komputery i elektrownie; w przeciwieństwie do opowieści
mitycznej, poetyckiej lub filozoficznej, opowieść proponowana przez
naukę przechodzi codziennie tysięczne testy falsyfikacyjne.
Nauka nie służy jednak wyłącznie technologii; w jej ramach zadawane są
bowiem wszelkie możliwe pytania, jakie tylko jest w stanie wykrzesać z
siebie człowiek, o ile spełniają one jeden fundamentalny warunek: da
się na nie odpowiedzieć. Pragmatyczne nakierowanie nauki sprawia, że
nie każde pytanie może stać się pytaniem naukowym; musi ono zawierać w
sobie - bezpośrednio lub pośrednio - możliwe sposoby odpowiedzenia na
nie przy pomocy metody empiryczno-racjonalnej. Ścisłe przestrzeganie
tego przykazania nie pozwala nauce oderwać się zbyt daleko od
badawczego konkretu, zapewnia jednak także możliwość niezależnego
potwierdzania każdego wyniku przez zainteresowane nim osoby. Wysuwasz
twierdzenia dotyczące wnętrza Ziemi? - Proszę bardzo, powiedz mi
jednak, jakich używasz instrumentów i jakie są ich wskazania.
Daleki jednak jestem od wielbienia nauki jako takiej. Nauka jest
narzędziem i jako takie jest zawsze tylko strzałką wskazującą na jakiś
wyższy cel; a jest nim oczywiście Natura. Ta sama ciekawość, która
każe gatunkowi ludzkiemu dziwić się bez końca światu i szukać jego
zrozumienia, doprowadziła mnie do zadawania tysięcznych pytań:
dlaczego chmury? dlaczego postrzępione? dlaczego Ziemia? dlaczego
Słońce? dlaczego na nim plamy i dlaczego co 11 lat? Okazuje się, że
instytucją zdolną zaspokoić moją ciekawość jest właśnie nauka; a
odpowiedzi, których udziela, są piękne, bo prawdziwe. Nie można
zapominać, że stanowią zawsze tylko przybliżenie, skrojone na miarę
swoich czasów - nawet jednak przybliżona odpowiedź jest nieskończenie
lepsza od milczenia albo niepopartego namysłem bajania. Wartość nauki
leży więc w przybliżaniu do zrozumienia Natury.

Filozofia, w przeciwieństwie do nauki, nie boi się pytań
najtrudniejszych. Konsekwentna ostrożność metody naukowej zakazuje
angażowania się w spory fundamentalne i posługiwania pojęciami
niemającymi odpowiedników, choćby pośrednich, w świecie dostępnym
zmysłowo. Nie powinno nas więc dziwić, że najpotężniejsze pytania
padają poza obrębem nauki, z których najstraszliwszym jest chyba to
zadane przez Leibniza: dlaczego jest raczej coś niż nic?
Możliwość zadawania tych pytań okupiona jest jednak rezygnacją ze
spokojnego, stabilnego budowania konstrukcji umysłowych na starannie
opukanych cegiełkach empirycznego poznania. Filozof ma prawo wznosić
potężne konstrukcje z powietrza i piasku, które dotykają nieba, ale
mogą w każdej chwili rozwiać się w pył. XX wiek przyniósł głęboką
refleksję nad tym stanem rzeczy, której najbardziej dramatycznym
wyrazem była deklaracja neopozytywistów, by mówić tylko o tym, o czym
da się mówić jasno: używać tylko tych pojęć, które da się jasno
zdefiniować w odniesieniu do danych empirycznych albo praw logiki czy
matematyki. Bolesny to cios, a pytanie Leibniza zostaje pogardliwie
odrzucone jako "bezsensowne".
Nie przywiązujmy się jednak zbyt silnie do takiej wizji filozofii i
powróćmy do starej, dobrej, greckiej definicji filozofa, jako
człowieka, który, umiłowawszy świat i wiedzę o nim, wyrusza w
beznadziejną podróż w kierunku wiedzy ostatecznej i - wiedząc o swoich
skończonych możliwościach - dzieli się ze światem osiągniętym
zrozumieniem. Ile w tym będzie mistycznego posłannictwa, a ile
zdrowego rozsądku - jest kwestią uznania.

Zrozumieć Naturę - brzmi cel; stosować naukę i filozofię - brzmi więc
podana wyżej recepta. Po zastosowaniu się do niej okazuje się jednak
prędko, że panaceum ma dziwny smak, ni to gorzki, ni to suchy.
Uzupełnienie zastosowanej metody jest konieczne; jak jednak wzbogacić
metodę, nie rezygnując z pewności? Myślę, że odpowiedź leży w
starannym rozważeniu, czym jest tak naprawdę zrozumienie. Zrozumieć
jakieś zagadnienie - to znaczy być w stanie objąć je umysłem, ujrzeć
je całe na raz, wczuć się w prawdziwe jego tętno; pojąć je. Czasem
studiuje się jeden temat latami, gdy nagle ujrzany po raz setny obraz,
zasłyszana od starego profesora metafora czy sformułowanie zapamiętane
z XIX-wiecznego podręcznika, sprawiają, że nagle - choć nie rozumiałeś
- rozumiesz.
W naukach opartych na szkielecie matematyki zrozumienie zależy w
wielkim stopniu od pojęcia ich matematycznego formalizmu; w naukach
zbudowanych przede wszystkim na obserwacjach: od objęcia rozumem
niezliczonych detali i wyobrażeniu sobie obejmującej je całości. Gdy
stawiamy sobie cel tak szaleńczo wygórowany, jakim jest zrozumienie
Natury, bylibyśmy szaleńcami, rezygnując z pomocy poezji, ilustracji,
odczucia. To, co sprowadza zrozumienie, nie daje się "powiedzieć
jasno"; jest to szczególnie dotkliwie odczuwalne przy próbie pojęcia
tak złożonych zjawisk jak ocean, ekosystem czy galaktyka. Do
zrozumienia nie wystarcza opis, nawet najbardziej precyzyjny;
najczęściej jest więc tak, że to właśnie tłumaczenie mniej precyzyjne
faktualnie, lecz barwniejsze, przybliża do zrozumienia danego tematu.
Na fundamencie nauki, z polotem filozofii, rygorem logiki, jasnością
obrazu i celnością metafory - tak musimy więc budować zrozumienie,
które jest celem wyższym ponad wszelkie inne.

-----------------------------------------------------------------

Brawo Lamesz, tym razem nie kłamesz!

5+

:-)))


BTW, do mnie najsilniej w tym wszystkim przemówiło następujące zdanie:
'do zrozumienia nie wystarcza opis, nawet najbardziej precyzyjny'.


Na pewno kiedyś zawitam na http://onaturze.republika.pl, może jeszcze
za życia. ;-)


Pozdrawiam,


AW

..



From: "Syzyf" <syzyf1 poczta.onet.pl>
Subject: Re: kolejne dowody, ze Re1 to bzdura
> Użytkownik "Syzyf"
>
>> A co najbardziej cię rozśmieszyło?
>>
> Perfekcyjny sposob w jaki Robak wciaga cie w tryby systemu swej wlasnej
> logiki.
> Logiczniak

Ach, więc śmiejesz się z własnego wyobrażenia, że "ksRobak wciąga mnie w
jakieś
tryby" :) Czyli tak na prawdę śmiejesz się z samego siebie... ;)

S.



Kosmetyki naturalne


From: "jurek" <jbroniszewski op.pl>
Subject: Re: Egzystencjonalizm

Użytkownik "Kowdlar" <elubed interia.pl> napisał w wiadomości
news:fg24pq$kah$1 atlantis.news.tpi.pl...
> Ból życia dzisiaj, czy jeszcze w epoce operacji plastycznych, aparatów na
> zęby, stomatologii, i wszystkich diet, poczynając od Diamonda po dietę
> optymalną Kwaśniewskiego, można mowić o bólu nie tyle ciała lecz duszy?
>[...]


>Wiek telewizji rozpędził te
> egzystencjonalne rozterki, ale czy do końca.

Sądzę,że odwrotnie.

Wiek telewizji chyba jednak pogłębił te egzystencjalne rozterki.
Podstawą dobrego samopoczucia człowieka jest właściwy kontakt z drugim
człowiekiem.
Właściwy to umiejętność rozmowy,wysłuchania ,zrozumienia,poświęcenia trochę
jej uwagi itd. co naogół wymaga wysiłku i nie zawsze jest przyjemne ale
zawsze tworzy realną bazę do oceny własnego postępowania a u drugiej osoby
poczucia wartości..Nie zawsze mamy na to czas i ochotę.

Telewizja ( i internet) to łatwa ucieczka od realnego życia w świat fikcji i
ułudy.Nieprzypadkiem mają dużą oglądalność różne telenowele,w których nic
się nie dzieje.Większość filmów ,choć miło się ogląda to jednak bajki dla
dorosłych;nie niosą jakichś głębszych wartości a zabierają nam czas.(tych
ambitniejszych już prawie nie ma lub są o późnych porach bo są
niekasowe).Telewizja ,oglądana bezkrytycznie,narzuca nam też pewne style i
wartości.

Wszystko to sprawia,że poświęcając zbyt dużo czasu telewizji nie mamy go dla
innych.

jurek





>[...]
> Kowdlar
>
>



From: Lamesz <lamesz onet.eu>
Subject: Z pozdrowieniami
Witam!

Pod d=B3ugim okresie nieobecno=B6ci na grupie pojawiam si=EA ponownie. By=
=E6
mo=BFe kto=B6 mnie jeszcze pami=EAta?

Postanowi=B3em uciec si=EA do nieuczciwej sztuczki. Zamiast wkleja=E6 tu
swoje teksty, polecam Waszej uwadze swoj=B1 stron=EA http://onaturze.republ=
ika.pl
- jednym z powod=F3w jest ten, =BFe kluczowe dla wi=EAkszo=B6ci tamtejszych
tekst=F3w s=B1 obrazy, co nie przystoi na usenecie. Mo=BFecie potraktowa=E6
podany adres jako spam, jako zbi=F3r 20 potencjalnych nowych w=B1tk=F3w lub
po prostu jako czytad=B3o dla os=F3b zainteresowanych spekulatywn=B1
filozofi=B1 przyrody, nauki i poznania oraz czyst=B1, pozaintelektualn=B1
estetyk=B1 Natury.

Pozdrawiam,
Lamesz

PS. Jako tzw. appetizer zamieszczam pierwszy z tamtejszych tekst=F3w,
kt=F3ry zamierzy=B3em sobie jako credo i jako o=B6 organizacyjn=B1 wszystki=
ch
pozosta=B3ych tekst=F3w. Jak zwykle okaza=B3o si=EA, =BFe niemo=BFliwe jest
apodyktyczne zaprojektowanie metodologii z g=F3ry i =BFe metoda powstaje w
praktyce; tekst ten jednak dosy=E6 dobrze chyba oddaje moje my=B6lenie o
poznaniu jako takim.


--- Czemu nauka, czemu filozofia, czemu nie tylko one? ---

O=B6 skupiaj=B1c=B1 wi=B1zki mojego rozumowania na temat Natury tworz=B1
wsp=F3lnie nauka i filozofia; wa=BFne jest wi=EAc zrozumienie, co mam na
my=B6li u=BFywaj=B1c tych dw=F3ch poj=EA=E6. Naj=B3atwiej za=B6 zilustrowa=
=E6 m=F3j pogl=B1d
na nauk=EA i filozofi=EA w uj=EAciu historycznym, =B6ledz=B1c "bieg ducha
ludzkiego przez dzieje".

Od kiedy cz=B3owiek osi=B1gn=B1=B3 =B6wiadomo=B6=E6, zadaje niesko=F1czone =
ilo=B6ci
pyta=F1 dotycz=B1cych =B6wiata, w kt=F3ry zosta=B3 "wrzucony"; zupe=B3nie j=
ak nowo
narodzone dziecko. Jest dla mnie powodem do nieustaj=B1cego podziwu i
estetycznej rado=B6ci =B6ledzenie tworzonych przez ludzko=B6=E6 mitologii,
kt=F3rych wsp=F3lnym mianownikiem jest wszak pr=F3ba odnalezienia odpowiedzi
na pytania, kt=F3rych zadanie jest dowodem nieprawdopodobnej otwarto=B6ci
umys=B3u. Ma=B3py nie pytaj=B1, sk=B1d wzi=B1=B3 si=EA Kosmos, sk=B1d wzi=
=EA=B3y si=EA one
same i dok=B1d zmierzamy i tylko niepoj=EAta tajemnica cz=B3owiecze=F1stwa
sprawia, =BFe takie pytania pojawi=B3y si=EA znik=B1d w ewoluuj=B1cym Kosmo=
sie.

Nauka jest szczeg=F3lnym frontem poszukiwawczym, nastawionym na
skuteczno=B6=E6 i pr=F3b=EA osi=B1gni=EAcia jak najwi=EAkszej pewno=B6ci co=
do
faktualnej prawdziwo=B6ci swoich orzecze=F1. Korzenie nauki tkwi=B1 w
technologii i od niej w=B3a=B6nie bierze si=EA potrzeba skuteczno=B6ci jej
twierdze=F1; jak najwi=EAksza zgodno=B6=E6 pomi=EAdzy opowie=B6ci=B1 naukow=
=B1 a
faktycznym stanem rzeczy jest wi=EAc podstawowym wymogiem, jaki stawia
przed sob=B1 nauka. To dzi=EAki tej zgodno=B6ci mog=B1 istnie=E6 samochody,
poci=B1gi, komputery i elektrownie; w przeciwie=F1stwie do opowie=B6ci
mitycznej, poetyckiej lub filozoficznej, opowie=B6=E6 proponowana przez
nauk=EA przechodzi codziennie tysi=EAczne testy falsyfikacyjne.
Nauka nie s=B3u=BFy jednak wy=B3=B1cznie technologii; w jej ramach zadawane=
s=B1
bowiem wszelkie mo=BFliwe pytania, jakie tylko jest w stanie wykrzesa=E6 z
siebie cz=B3owiek, o ile spe=B3niaj=B1 one jeden fundamentalny warunek: da
si=EA na nie odpowiedzie=E6. Pragmatyczne nakierowanie nauki sprawia, =BFe
nie ka=BFde pytanie mo=BFe sta=E6 si=EA pytaniem naukowym; musi ono zawiera=
=E6 w
sobie - bezpo=B6rednio lub po=B6rednio - mo=BFliwe sposoby odpowiedzenia na
nie przy pomocy metody empiryczno-racjonalnej. =A6cis=B3e przestrzeganie
tego przykazania nie pozwala nauce oderwa=E6 si=EA zbyt daleko od
badawczego konkretu, zapewnia jednak tak=BFe mo=BFliwo=B6=E6 niezale=BFnego
potwierdzania ka=BFdego wyniku przez zainteresowane nim osoby. Wysuwasz
twierdzenia dotycz=B1ce wn=EAtrza Ziemi? - Prosz=EA bardzo, powiedz mi
jednak, jakich u=BFywasz instrument=F3w i jakie s=B1 ich wskazania.
Daleki jednak jestem od wielbienia nauki jako takiej. Nauka jest
narz=EAdziem i jako takie jest zawsze tylko strza=B3k=B1 wskazuj=B1c=B1 na =
jaki=B6
wy=BFszy cel; a jest nim oczywi=B6cie Natura. Ta sama ciekawo=B6=E6, kt=F3ra
ka=BFe gatunkowi ludzkiemu dziwi=E6 si=EA bez ko=F1ca =B6wiatu i szuka=E6 j=
ego
zrozumienia, doprowadzi=B3a mnie do zadawania tysi=EAcznych pyta=F1:
dlaczego chmury? dlaczego postrz=EApione? dlaczego Ziemia? dlaczego
S=B3o=F1ce? dlaczego na nim plamy i dlaczego co 11 lat? Okazuje si=EA, =BFe
instytucj=B1 zdoln=B1 zaspokoi=E6 moj=B1 ciekawo=B6=E6 jest w=B3a=B6nie nau=
ka; a
odpowiedzi, kt=F3rych udziela, s=B1 pi=EAkne, bo prawdziwe. Nie mo=BFna
zapomina=E6, =BFe stanowi=B1 zawsze tylko przybli=BFenie, skrojone na miar=
=EA
swoich czas=F3w - nawet jednak przybli=BFona odpowied=BC jest niesko=F1czen=
ie
lepsza od milczenia albo niepopartego namys=B3em bajania. Warto=B6=E6 nauki
le=BFy wi=EAc w przybli=BFaniu do zrozumienia Natury.

Filozofia, w przeciwie=F1stwie do nauki, nie boi si=EA pyta=F1
najtrudniejszych. Konsekwentna ostro=BFno=B6=E6 metody naukowej zakazuje
anga=BFowania si=EA w spory fundamentalne i pos=B3ugiwania poj=EAciami
niemaj=B1cymi odpowiednik=F3w, cho=E6by po=B6rednich, w =B6wiecie dost=EApn=
ym
zmys=B3owo. Nie powinno nas wi=EAc dziwi=E6, =BFe najpot=EA=BFniejsze pytan=
ia
padaj=B1 poza obr=EAbem nauki, z kt=F3rych najstraszliwszym jest chyba to
zadane przez Leibniza: dlaczego jest raczej co=B6 ni=BF nic?
Mo=BFliwo=B6=E6 zadawania tych pyta=F1 okupiona jest jednak rezygnacj=B1 ze
spokojnego, stabilnego budowania konstrukcji umys=B3owych na starannie
opukanych cegie=B3kach empirycznego poznania. Filozof ma prawo wznosi=E6
pot=EA=BFne konstrukcje z powietrza i piasku, kt=F3re dotykaj=B1 nieba, ale
mog=B1 w ka=BFdej chwili rozwia=E6 si=EA w py=B3. XX wiek przyni=F3s=B3 g=
=B3=EAbok=B1
refleksj=EA nad tym stanem rzeczy, kt=F3rej najbardziej dramatycznym
wyrazem by=B3a deklaracja neopozytywist=F3w, by m=F3wi=E6 tylko o tym, o cz=
ym
da si=EA m=F3wi=E6 jasno: u=BFywa=E6 tylko tych poj=EA=E6, kt=F3re da si=EA=
jasno
zdefiniowa=E6 w odniesieniu do danych empirycznych albo praw logiki czy
matematyki. Bolesny to cios, a pytanie Leibniza zostaje pogardliwie
odrzucone jako "bezsensowne".
Nie przywi=B1zujmy si=EA jednak zbyt silnie do takiej wizji filozofii i
powr=F3=E6my do starej, dobrej, greckiej definicji filozofa, jako
cz=B3owieka, kt=F3ry, umi=B3owawszy =B6wiat i wiedz=EA o nim, wyrusza w
beznadziejn=B1 podr=F3=BF w kierunku wiedzy ostatecznej i - wiedz=B1c o swo=
ich
sko=F1czonych mo=BFliwo=B6ciach - dzieli si=EA ze =B6wiatem osi=B1gni=EAtym
zrozumieniem. Ile w tym b=EAdzie mistycznego pos=B3annictwa, a ile
zdrowego rozs=B1dku - jest kwesti=B1 uznania.

Zrozumie=E6 Natur=EA - brzmi cel; stosowa=E6 nauk=EA i filozofi=EA - brzmi =
wi=EAc
podana wy=BFej recepta. Po zastosowaniu si=EA do niej okazuje si=EA jednak
pr=EAdko, =BFe panaceum ma dziwny smak, ni to gorzki, ni to suchy.
Uzupe=B3nienie zastosowanej metody jest konieczne; jak jednak wzbogaci=E6
metod=EA, nie rezygnuj=B1c z pewno=B6ci? My=B6l=EA, =BFe odpowied=BC le=BFy=
w
starannym rozwa=BFeniu, czym jest tak naprawd=EA zrozumienie. Zrozumie=E6
jakie=B6 zagadnienie - to znaczy by=E6 w stanie obj=B1=E6 je umys=B3em, ujr=
ze=E6
je ca=B3e na raz, wczu=E6 si=EA w prawdziwe jego t=EAtno; poj=B1=E6 je. Cza=
sem
studiuje si=EA jeden temat latami, gdy nagle ujrzany po raz setny obraz,
zas=B3yszana od starego profesora metafora czy sformu=B3owanie zapami=EAtane
z XIX-wiecznego podr=EAcznika, sprawiaj=B1, =BFe nagle - cho=E6 nie rozumia=
=B3e=B6
- rozumiesz.
W naukach opartych na szkielecie matematyki zrozumienie zale=BFy w
wielkim stopniu od poj=EAcia ich matematycznego formalizmu; w naukach
zbudowanych przede wszystkim na obserwacjach: od obj=EAcia rozumem
niezliczonych detali i wyobra=BFeniu sobie obejmuj=B1cej je ca=B3o=B6ci. Gdy
stawiamy sobie cel tak szale=F1czo wyg=F3rowany, jakim jest zrozumienie
Natury, byliby=B6my szale=F1cami, rezygnuj=B1c z pomocy poezji, ilustracji,
odczucia. To, co sprowadza zrozumienie, nie daje si=EA "powiedzie=E6
jasno"; jest to szczeg=F3lnie dotkliwie odczuwalne przy pr=F3bie poj=EAcia
tak z=B3o=BFonych zjawisk jak ocean, ekosystem czy galaktyka. Do
zrozumienia nie wystarcza opis, nawet najbardziej precyzyjny;
najcz=EA=B6ciej jest wi=EAc tak, =BFe to w=B3a=B6nie t=B3umaczenie mniej pr=
ecyzyjne
faktualnie, lecz barwniejsze, przybli=BFa do zrozumienia danego tematu.
Na fundamencie nauki, z polotem filozofii, rygorem logiki, jasno=B6ci=B1
obrazu i celno=B6ci=B1 metafory - tak musimy wi=EAc budowa=E6 zrozumienie,
kt=F3re jest celem wy=BFszym ponad wszelkie inne.


From: "Logiczniak" <logis onet.pl>
Subject: Re: kolejne dowody, ze Re1 to bzdura
Użytkownik "Syzyf"

> A co najbardziej cię rozśmieszyło?
>
Perfekcyjny sposob w jaki Robak wciaga cie w tryby systemu swej wlasnej
logiki.
Logiczniak



From: "Syzyf" <syzyf1 poczta.onet.pl>
Subject: Re: kolejne dowody, ze Re1 to bzdura
>>>>> [...]
>>>>> W pańskim Panie Syzyf algorytmie w wierszu drugim od pierwszego pola
>>>>> w prawo wpisujesz cyfry 1 a od ostatniego pola w lewo wpisujesz ZERA
>>>>> 1,1,1,1,1,1,1,1,1...0,0,0,0,0,0,0,0,0
>
>>>> 0 są pod liczbami nieskończonymi, 1 pod skończonymi,
>>>> a ponieważ Re1 jest liczbą skończoną, więc tak naprawdę w drugim
>>>> wierszu
>>>> będą same jedynki, to właśnie założenie, iż Re1 jest "nieskończona"
>>>> prowadzi
>>>> do poniższej sprzeczności:
>
>>>>> i twierdzisz, że nie istnieje takie pole w którym te szeregi się
>>>>> spotkają
>>>>> a JA Panu tłumaczę, że tam gdzie się spotkają wystąpią dwie sumy
>>>>> o tej samej nazwie:
>>>>> n-1 n n+1
>>>>> + + +
>>>>> 1 0 0
>>>>> ==========
>>>>> n n n+1
>>>>>
>>>>> n-1 + 1 = n
>>>>> n + 0 = n
>>>>> Edward Robak*
>
>>>> Czyli "rebaczywek" n w powyższym diagramie jest liczbą "nieskończoną",
>>>> natomiast "rebaczywek" n-1 już nie. To duża "ciekawostka" u
>>>> "rebaczywków",
>>>> wystarczy do skończonego rebaczywka dodać 1 by otrzymać rebaczywka
>>>> nieskończonego...
>>>>
>>>> Syzyf
>
>>> To jest własność Tabeli N^2 Kartezjusza. :-)
>>> . . .
>>> Jak Pan zapewne wiesz Tabela ta zbudowana jest na układzie współrzędnych
>>> Kartezjusza a więc na dwóch przecinających się ortogonalnie prostych
>>> na płaszczyźnie Euklidesa. Proste mają nazwę osie układu współrzędnych
>>> Punkt przecięcia się tych prostych nazywa się początek układu
>>> współrzędnych
>>> i jest oznaczony symbolem 0.. Od początku układu odmierzone są równe
>>> odcinki zwane odcinkami jednostkowymi, a punkty styku pomiędzy kolejnymi
>>> odcinkami ponumerowane są liczbami naturalnymi według zależności n+1.
>>> Długość prostych (osi) nie jest niczym ograniczona, a więc nie istnieje
>>> największa liczba na osi liczbowej bo zawsze - którykolwiek punkt sobie
>>> wyobrazimy - to zawsze będzie istniał punkt n+1 - większy od
>>> wyobrażonego.
>>> Przez punkty styku odcinków jednostkowych poprowadzone są odcięte
>>> i rzędne tworząc Tabele N^2 Kartezjusza. Tabele N^2 Kartezjusza
>>> mają dokładnie tyle kolumn i wierszy, ile odcinków jednostkowych
>>> odłożonych jest na osiach liczbowych i dokładnie tyle, ile jest liczb
>>> w zbiorze liczb naturalnych.
>>> . . .
>>> Ponieważ 4-ry Tabele N^2 Kartezjusza są figurami geometrycznymi
>>> klasycznej geometrii - to metodami geometrii klasycznej można badać
>>> ich własności.
>>> Pierwsze pytanie, które się nasuwa to pytanie o wiersz PEŁNY.
>>> Gdy prostą równoległą do osi x wyznaczymy w ten sposób, by przecinała
>>> w połowie pola jednego wiersza, to prosta ta będzie przecinać pola
>>> na połowy we wszystkich polach tego wiersza jednakowo.
>>> Takie przecięte pole nazywamy słowami pole zaznaczone.
>>> Zaznaczeniem jest ten wycinek prostej, który przecina pole na pół.
>>> Ilości wszystkich zaznaczonych pól w jednym wierszu nadano nazwę Re1.
>>> Słowo Re1 oznacza, że w danym wierszu wszystkie pola są zaznaczone
>>> i nie ma w tym wierszu pól pustych.
>>> Czy potrafisz Pan, panie Syzyf domyślić się:
>>> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
>>> Re1-5 pól ? :-)
>>> Bardzo proszę o odpowiedź dokładnie na temat:
>>> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
>>> Re1-5 pól ? :-)
>>> PS. Proszę zauważyć, że nie piszę o teoriach lecz geometrycznym
>>> konkrecie.
>>> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
>>> Re1-5 pól ? :-)
>>> To taka półprosta, która ma początek w polu szóstym
>>> | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |-6-|-7-|-8-|-9-|->...
>>> Co oznacza zapis Re1-5 ? :-)
>>> Edward Robak*
>
>> Najwyraźniej zlepek znaków "Re1-5" oznacza taki wiersz, w którym nie
>> zaznaczono 5-ciu pól... Co z tego?
>>
>> Syzyf
>
> To z tego, że wyraźnie pola puste nie mają pary z zaznaczeniem.
> Każde zaznaczenie ma parę z polem pustym, ale nie każe pole puste
> ma parę z zaznaczeniem.

I co z tego?

Syzyf

> Edward Robak*



From: "Syzyf" <syzyf1 poczta.onet.pl>
Subject: Re: kolejne dowody, ze Re1 to bzdura
> Użytkownik "Syzyf"
>
>> Najwyraźniej zlepek znaków "Re1-5" oznacza taki wiersz, w którym nie
>> zaznaczono 5-ciu pól... Co z tego?
>>
>> Syzyf
>>
> Czytajac Twoja dyskusje z Robakiem - usmialem sie do łez. I to z Ciebie.
> Logiczniak

To dobrze, przynajmniej jest z tej dyskusji jakiś pożytek :)

A co najbardziej cię rozśmieszyło?

Syzyf



From: "spit" <spitek1 NOSPAM.gazeta.pl>
Subject: Re: Egzystencjonalizm

Użytkownik "a.bitter" <wojloboWYTNIJTO wa.onet.pl> napisał w wiadomości
news:0cd1.000000bb.4725ba41 newsgate.onet.pl...
>
>>
>
> Konstruując i używając znormalizowanych i
>> uściślonych sposobów komunikacji wzajemnej ludzie próbują się
>> porozumiewać,
>> nie biorąc pod uwagę pewnej jednej rzeczy. Owej rzeczy nie bierze się pod
>> uwagę z prostego powodu, jej istnienie (a co dopiero ważność) jest
>> niedowodliwe. Owa rzecz to po prostu energia.
> Jest ona o tyle ważna, że
>> niemal decyduje o poziomie wzajemnej komunikacji. Szkoda, że tak
>> sceptycznie
>> się do niej podchodzi a tych, którzy o tym piszą etykietuje się osobami
>> niepoważnymi. Prawdy otrzymane i (nie)uświadomione na niskim poziomie
>> energii nie mają żadnej wartości. Prawdy otrzymane i uświadomione na
>> wysokim
>> poziomie energii nie mają żadnej wartości dla osoby (nawet tej samej)
>> będącej na niskim poziomie energii. Gdybyśmy bardziej zwrócili uwagę
>> właśnie
>> na energię osobistą, gromadzili ją i oszczędzali to komunikacja byłaby
>> nie
>> tyle łatwiejsza co w ogóle możliwa. Tym samym ciężar egzystencji byłby
>> .....
>> znacznie większy do udźwignięcia :)) ale to już inna historia.
>
> Przyznam, że nie rozumiem tego fragmentu. Energia osobista - nie wiem jak
> rozumie Pan gromadzenie tej energii, nie wiem, jak ta energia może pomagać
> w
> podtrzymywaniu lub/i nawiązywanie więzi między ludzkich? Z powyższej
> wypowiedzi wynika, że te więzi są możliwe tylko, gdy poziomy energetyczne
> partnerów są zbliżone, zatem pomijając wszystkie inne problemy pojawia się
> problem "kompatybilności" energetycznej. Nakłada Pan dodatkowy warunek, a
> to
> chyba nie rokuje lepiej?
>
>
> pozsdrawiam
> ab>

Przyznam że też nie rozumiem ;-)
E=mc^2
Z tego wynika że pary grubego z chudym zakładając ten sam wzrost partnerów
nie mają sensu,
a przecież w życiu najszczęśliwsze związki wywodzą sie z par
przeciwstawnych(skrajnych) w Pana rozumieniu energetycznym. :-)


(+) przyciąga (-) :o)

>
>
>
>
> --
> Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl



From: "spit" <spitek1 NOSPAM.gazeta.pl>
Subject: Re: # siatka na BBalonie

Użytkownik "ksRobak" <Robakks interia.eu> napisał w wiadomości
news:fg47bu$jj3$1 news.interia.pl...
> W filozofii, którą propaguję i rozpowszechniam, liczby zespolone
> mają następującą postać uogólnioną:
> WIELKOŚĆ = WYMIAR + WARTOŚĆ
> u Pana: L(z) = Re + Im
> Różnica jest w mianowaniu liczb i zademonstruję ją Panu na przykładzie
> przykład:
> 1*1 + 1 = ?
> pytanie: czy ten zapis jest liczbą zespoloną?
> W geometrii oczywiście może być.
> wyjaśnienie:
> 1*1 to pole kwadrata o boku 1 <= wymiar powierzchniowy
> 1 to bok kwadrata <= wymiar liniowy
> pole nie zmienia się po dodaniu do niego skończonej długości.
> Ładnie to widać po podstawieniu jednostek mianowanych:
> 1 [cm] * 1 [cm] + 1 [cm] = 1 [cm^2] + 1 [cm]
> tu: 1 [cm^2] to WYMIAR, a 1 [cm] to WARTOŚĆ
> na WIELKOŚĆ tej sumy "+" składają się dwa różne elementy
> z których jeden ma rzeczywiste pole powierzchni Re a drugi
> ma zerowe pole powierzchni Im
> a przecież "Im" nie jest UROJENIEM (imaginacją) lecz konkretną warością
> mianowaną nie sumującą się z WYMIAREM.

Gdybym był wszechmocnym ministrem edukacji to kazałbym Pana sklonować w
ilości wszystkich nauczycieli matematyki przynajmniej w Polsce,
i wprowadził przedmiot filozofia matematyki.

>
>
>>> Ważne jest słowo względnym.
>>> Skończona wielkość w jednym wymiarze jest nieskończona choć ograniczona
>>> w wymiarze mniejszym.
>>> Wymiary rzeczywiste to nie x,y,z
>>> lecz długość, pole, objętość
>
>> Tu przyznam się, zagubionym. Można prosić o przykład?
>
> Z przyjemnością:
> Nieskończoność jest pojęciem względnym.
> Odcinek skończony składa się z nieskończonej ilości punktów.
> Kwadrat skończony składa się z nieskończonej ilości odcinków
> Sześcian skończony składa się z nieskończonej ilości kwadratów.
> Wymiar mierzy się zależnością parametrów
> Długość odcinka: x lub y lub z
> Pole kwadrata: x*y lub x*z lub y*z
> Objętość sześciana: x*y*z

:)

> SUPERobjętość tendencjału: x*y*z*t <= tu demonstruję bryły n-wymiarowe
> które isnieją w przestrzeni nierzeczywistej (nadobjętość).
> Ta przestrzeń jest w Pana języku Im (Imaginaris) a jej mianowaniem
> na jednostkach fizycznych jest metr do potęgi czwartej [m^4]

Ciekawe czemu nazwano to superobjetość bo z rozumowania które pan prowadzi
to superobjetość brzmi
zbyt zwodniczo w stosunku do objętości,hmm tylko jak nazwać coś co nie jest
re wymiarem,
może wprowadzić nazewnictwo na zasadzie "W mod 3" i to by była
superdługość?...potem po kolejnej 3 hiper itd...

> Wie Pan skąd ta nazwa "pl-sci-matematyka" w odróżnieniu od
> pl.sci.matematyka?
> Bo matematyka za pomocą ALGRBRY i GEOMETRII może opisać (!) wszystko:
> skończone i nieskończone
> rzeczywiste i urojone
> bezwzględne i względne
> w nieskończonej ilości WYMIARÓW mianowanych. :-)

wymiarów mianowanych :-)

> Jednej rzeczy matematyka nie przeliczy nigdy:
> nieskończonego i nieograniczonego zbioru liczb całkowitych
> bowiem takiego zbioru NIE_MA.
> To meta-zbiór a więc zbiór, który NIE_JEST zbiorem. :-)
> Edward Robak* z Nowej Huty
> Uwaga: kopia na http://groups.google.pl/group/pl-sci-matematyka?hl=pl
> ~>°<~
>



From: "ksRobak" <robakks gazeta.pl>
Subject: Re: kolejne dowody, ze Re1 to bzdura
"Syzyf" <syzyf1 poczta.onet.pl>
news:fg4e9l$irt$1 news.onet.pl...

>>>> [...]
>>>> W pańskim Panie Syzyf algorytmie w wierszu drugim od pierwszego pola
>>>> w prawo wpisujesz cyfry 1 a od ostatniego pola w lewo wpisujesz ZERA
>>>> 1,1,1,1,1,1,1,1,1...0,0,0,0,0,0,0,0,0

>>> 0 są pod liczbami nieskończonymi, 1 pod skończonymi,
>>> a ponieważ Re1 jest liczbą skończoną, więc tak naprawdę w drugim wierszu
>>> będą same jedynki, to właśnie założenie, iż Re1 jest "nieskończona"
>>> prowadzi
>>> do poniższej sprzeczności:

>>>> i twierdzisz, że nie istnieje takie pole w którym te szeregi się
>>>> spotkają
>>>> a JA Panu tłumaczę, że tam gdzie się spotkają wystąpią dwie sumy
>>>> o tej samej nazwie:
>>>> n-1 n n+1
>>>> + + +
>>>> 1 0 0
>>>> ==========
>>>> n n n+1
>>>>
>>>> n-1 + 1 = n
>>>> n + 0 = n
>>>> Edward Robak*

>>> Czyli "rebaczywek" n w powyższym diagramie jest liczbą "nieskończoną",
>>> natomiast "rebaczywek" n-1 już nie. To duża "ciekawostka" u
>>> "rebaczywków",
>>> wystarczy do skończonego rebaczywka dodać 1 by otrzymać rebaczywka
>>> nieskończonego...
>>>
>>> Syzyf

>> To jest własność Tabeli N^2 Kartezjusza. :-)
>> . . .
>> Jak Pan zapewne wiesz Tabela ta zbudowana jest na układzie współrzędnych
>> Kartezjusza a więc na dwóch przecinających się ortogonalnie prostych
>> na płaszczyźnie Euklidesa. Proste mają nazwę osie układu współrzędnych
>> Punkt przecięcia się tych prostych nazywa się początek układu
>> współrzędnych
>> i jest oznaczony symbolem 0.. Od początku układu odmierzone są równe
>> odcinki zwane odcinkami jednostkowymi, a punkty styku pomiędzy kolejnymi
>> odcinkami ponumerowane są liczbami naturalnymi według zależności n+1.
>> Długość prostych (osi) nie jest niczym ograniczona, a więc nie istnieje
>> największa liczba na osi liczbowej bo zawsze - którykolwiek punkt sobie
>> wyobrazimy - to zawsze będzie istniał punkt n+1 - większy od wyobrażonego.
>> Przez punkty styku odcinków jednostkowych poprowadzone są odcięte
>> i rzędne tworząc Tabele N^2 Kartezjusza. Tabele N^2 Kartezjusza
>> mają dokładnie tyle kolumn i wierszy, ile odcinków jednostkowych
>> odłożonych jest na osiach liczbowych i dokładnie tyle, ile jest liczb
>> w zbiorze liczb naturalnych.
>> . . .
>> Ponieważ 4-ry Tabele N^2 Kartezjusza są figurami geometrycznymi
>> klasycznej geometrii - to metodami geometrii klasycznej można badać
>> ich własności.
>> Pierwsze pytanie, które się nasuwa to pytanie o wiersz PEŁNY.
>> Gdy prostą równoległą do osi x wyznaczymy w ten sposób, by przecinała
>> w połowie pola jednego wiersza, to prosta ta będzie przecinać pola
>> na połowy we wszystkich polach tego wiersza jednakowo.
>> Takie przecięte pole nazywamy słowami pole zaznaczone.
>> Zaznaczeniem jest ten wycinek prostej, który przecina pole na pół.
>> Ilości wszystkich zaznaczonych pól w jednym wierszu nadano nazwę Re1.
>> Słowo Re1 oznacza, że w danym wierszu wszystkie pola są zaznaczone
>> i nie ma w tym wierszu pól pustych.
>> Czy potrafisz Pan, panie Syzyf domyślić się:
>> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
>> Re1-5 pól ? :-)
>> Bardzo proszę o odpowiedź dokładnie na temat:
>> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
>> Re1-5 pól ? :-)
>> PS. Proszę zauważyć, że nie piszę o teoriach lecz geometrycznym
>> konkrecie.
>> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
>> Re1-5 pól ? :-)
>> To taka półprosta, która ma początek w polu szóstym
>> | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |-6-|-7-|-8-|-9-|->...
>> Co oznacza zapis Re1-5 ? :-)
>> Edward Robak*

> Najwyraźniej zlepek znaków "Re1-5" oznacza taki wiersz, w którym nie
> zaznaczono 5-ciu pól... Co z tego?
>
> Syzyf

To z tego, że wyraźnie pola puste nie mają pary z zaznaczeniem.
Każde zaznaczenie ma parę z polem pustym, ale nie każe pole puste
ma parę z zaznaczeniem.
Jeśli przesunie się pojedyncze zaznaczenie z pola zaznaczonego
do pola pustego - to nadal 5 pól będzie pustych.
Ilość pól pustych wiersza pustego jest większa od ilości zaznaczeń
bowiem nie zachodzi 'bijekcja' (parowanie). :-)
Edward Robak* z Nowej Huty
Uwaga: ten post nie jest kopiowany na news:pl.sci.matematyka
~>°<~


From: "Logiczniak" <logis onet.pl>
Subject: Re: kolejne dowody, ze Re1 to bzdura
Użytkownik "Syzyf"

> Najwyraźniej zlepek znaków "Re1-5" oznacza taki wiersz, w którym nie
> zaznaczono 5-ciu pól... Co z tego?
>
> Syzyf
>
Czytajac Twoja dyskusje z Robakiem - usmialem sie do łez. I to z Ciebie.
Logiczniak



Promocja serwerów wirtualnych


From: "Logiczniak" <logis onet.pl>
Subject: Re: kolejne dowody, ze Re1 to bzdura

Użytkownik "Syzyf" <syzyf1 poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:fg4e9l$irt$1 news.onet.pl...
>>>> [...]
>>>> W pańskim Panie Syzyf algorytmie w wierszu drugim od pierwszego pola
>>>> w prawo wpisujesz cyfry 1 a od ostatniego pola w lewo wpisujesz ZERA
>>>> 1,1,1,1,1,1,1,1,1...0,0,0,0,0,0,0,0,0
>>
>>> 0 są pod liczbami nieskończonymi, 1 pod skończonymi,
>>> a ponieważ Re1 jest liczbą skończoną, więc tak naprawdę w drugim wierszu
>>> będą same jedynki, to właśnie założenie, iż Re1 jest "nieskończona"
>>> prowadzi
>>> do poniższej sprzeczności:
>>
>>>> i twierdzisz, że nie istnieje takie pole w którym te szeregi się
>>>> spotkają
>>>> a JA Panu tłumaczę, że tam gdzie się spotkają wystąpią dwie sumy
>>>> o tej samej nazwie:
>>>> n-1 n n+1
>>>> + + +
>>>> 1 0 0
>>>> ==========
>>>> n n n+1
>>>>
>>>> n-1 + 1 = n
>>>> n + 0 = n
>>>> Edward Robak*
>>
>>> Czyli "rebaczywek" n w powyższym diagramie jest liczbą "nieskończoną",
>>> natomiast "rebaczywek" n-1 już nie. To duża "ciekawostka" u
>>> "rebaczywków",
>>> wystarczy do skończonego rebaczywka dodać 1 by otrzymać rebaczywka
>>> nieskończonego...
>>>
>>> Syzyf
>>
>> To jest własność Tabeli N^2 Kartezjusza. :-)
>> . . .
>> Jak Pan zapewne wiesz Tabela ta zbudowana jest na układzie współrzędnych
>> Kartezjusza a więc na dwóch przecinających się ortogonalnie prostych
>> na płaszczyźnie Euklidesa. Proste mają nazwę osie układu współrzędnych
>> Punkt przecięcia się tych prostych nazywa się początek układu
>> współrzędnych
>> i jest oznaczony symbolem 0.. Od początku układu odmierzone są równe
>> odcinki zwane odcinkami jednostkowymi, a punkty styku pomiędzy kolejnymi
>> odcinkami ponumerowane są liczbami naturalnymi według zależności n+1.
>> Długość prostych (osi) nie jest niczym ograniczona, a więc nie istnieje
>> największa liczba na osi liczbowej bo zawsze - którykolwiek punkt sobie
>> wyobrazimy - to zawsze będzie istniał punkt n+1 - większy od
>> wyobrażonego.
>> Przez punkty styku odcinków jednostkowych poprowadzone są odcięte
>> i rzędne tworząc Tabele N^2 Kartezjusza. Tabele N^2 Kartezjusza
>> mają dokładnie tyle kolumn i wierszy, ile odcinków jednostkowych
>> odłożonych jest na osiach liczbowych i dokładnie tyle, ile jest liczb
>> w zbiorze liczb naturalnych.
>> . . .
>> Ponieważ 4-ry Tabele N^2 Kartezjusza są figurami geometrycznymi
>> klasycznej geometrii - to metodami geometrii klasycznej można badać
>> ich własności.
>> Pierwsze pytanie, które się nasuwa to pytanie o wiersz PEŁNY.
>> Gdy prostą równoległą do osi x wyznaczymy w ten sposób, by przecinała
>> w połowie pola jednego wiersza, to prosta ta będzie przecinać pola
>> na połowy we wszystkich polach tego wiersza jednakowo.
>> Takie przecięte pole nazywamy słowami pole zaznaczone.
>> Zaznaczeniem jest ten wycinek prostej, który przecina pole na pół.
>> Ilości wszystkich zaznaczonych pól w jednym wierszu nadano nazwę Re1.
>> Słowo Re1 oznacza, że w danym wierszu wszystkie pola są zaznaczone
>> i nie ma w tym wierszu pól pustych.
>> Czy potrafisz Pan, panie Syzyf domyślić się:
>> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
>> Re1-5 pól ? :-)
>> Bardzo proszę o odpowiedź dokładnie na temat:
>> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
>> Re1-5 pól ? :-)
>> PS. Proszę zauważyć, że nie piszę o teoriach lecz geometrycznym
>> konkrecie.
>> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
>> Re1-5 pól ? :-)
>> To taka półprosta, która ma początek w polu szóstym
>> | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |-6-|-7-|-8-|-9-|->...
>> Co oznacza zapis Re1-5 ? :-)
>
> Najwyraźniej zlepek znaków "Re1-5" oznacza taki wiersz, w którym nie
> zaznaczono 5-ciu pól... Co z tego?
>
> Syzyf
>
>> Edward Robak*
>
>



From: "Syzyf" <syzyf1 poczta.onet.pl>
Subject: Re: kolejne dowody, ze Re1 to bzdura
>>> [...]
>>> W pańskim Panie Syzyf algorytmie w wierszu drugim od pierwszego pola
>>> w prawo wpisujesz cyfry 1 a od ostatniego pola w lewo wpisujesz ZERA
>>> 1,1,1,1,1,1,1,1,1...0,0,0,0,0,0,0,0,0
>
>> 0 są pod liczbami nieskończonymi, 1 pod skończonymi,
>> a ponieważ Re1 jest liczbą skończoną, więc tak naprawdę w drugim wierszu
>> będą same jedynki, to właśnie założenie, iż Re1 jest "nieskończona"
>> prowadzi
>> do poniższej sprzeczności:
>
>>> i twierdzisz, że nie istnieje takie pole w którym te szeregi się
>>> spotkają
>>> a JA Panu tłumaczę, że tam gdzie się spotkają wystąpią dwie sumy
>>> o tej samej nazwie:
>>> n-1 n n+1
>>> + + +
>>> 1 0 0
>>> ==========
>>> n n n+1
>>>
>>> n-1 + 1 = n
>>> n + 0 = n
>>> Edward Robak*
>
>> Czyli "rebaczywek" n w powyższym diagramie jest liczbą "nieskończoną",
>> natomiast "rebaczywek" n-1 już nie. To duża "ciekawostka" u
>> "rebaczywków",
>> wystarczy do skończonego rebaczywka dodać 1 by otrzymać rebaczywka
>> nieskończonego...
>>
>> Syzyf
>
> To jest własność Tabeli N^2 Kartezjusza. :-)
> . . .
> Jak Pan zapewne wiesz Tabela ta zbudowana jest na układzie współrzędnych
> Kartezjusza a więc na dwóch przecinających się ortogonalnie prostych
> na płaszczyźnie Euklidesa. Proste mają nazwę osie układu współrzędnych
> Punkt przecięcia się tych prostych nazywa się początek układu
> współrzędnych
> i jest oznaczony symbolem 0.. Od początku układu odmierzone są równe
> odcinki zwane odcinkami jednostkowymi, a punkty styku pomiędzy kolejnymi
> odcinkami ponumerowane są liczbami naturalnymi według zależności n+1.
> Długość prostych (osi) nie jest niczym ograniczona, a więc nie istnieje
> największa liczba na osi liczbowej bo zawsze - którykolwiek punkt sobie
> wyobrazimy - to zawsze będzie istniał punkt n+1 - większy od wyobrażonego.
> Przez punkty styku odcinków jednostkowych poprowadzone są odcięte
> i rzędne tworząc Tabele N^2 Kartezjusza. Tabele N^2 Kartezjusza
> mają dokładnie tyle kolumn i wierszy, ile odcinków jednostkowych
> odłożonych jest na osiach liczbowych i dokładnie tyle, ile jest liczb
> w zbiorze liczb naturalnych.
> . . .
> Ponieważ 4-ry Tabele N^2 Kartezjusza są figurami geometrycznymi
> klasycznej geometrii - to metodami geometrii klasycznej można badać
> ich własności.
> Pierwsze pytanie, które się nasuwa to pytanie o wiersz PEŁNY.
> Gdy prostą równoległą do osi x wyznaczymy w ten sposób, by przecinała
> w połowie pola jednego wiersza, to prosta ta będzie przecinać pola
> na połowy we wszystkich polach tego wiersza jednakowo.
> Takie przecięte pole nazywamy słowami pole zaznaczone.
> Zaznaczeniem jest ten wycinek prostej, który przecina pole na pół.
> Ilości wszystkich zaznaczonych pól w jednym wierszu nadano nazwę Re1.
> Słowo Re1 oznacza, że w danym wierszu wszystkie pola są zaznaczone
> i nie ma w tym wierszu pól pustych.
> Czy potrafisz Pan, panie Syzyf domyślić się:
> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
> Re1-5 pól ? :-)
> Bardzo proszę o odpowiedź dokładnie na temat:
> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
> Re1-5 pól ? :-)
> PS. Proszę zauważyć, że nie piszę o teoriach lecz geometrycznym
> konkrecie.
> Ile jest wierszy pustych w takim wierszu, w którym zaznaczonych jest
> Re1-5 pól ? :-)
> To taka półprosta, która ma początek w polu szóstym
> | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |-6-|-7-|-8-|-9-|->...
> Co oznacza zapis Re1-5 ? :-)

Najwyraźniej zlepek znaków "Re1-5" oznacza taki wiersz, w którym nie
zaznaczono 5-ciu pól... Co z tego?

Syzyf

> Edward Robak*



From: "a.bitter" <wojloboWYTNIJTO wa.onet.pl>
Subject: Re: Egzystencjonalizm

>
>
> Egzystencja staje się ciężka lub wręcz nie do zniesienia, gdy odczuwamy
> samotność.

Niestety. Jest to chyba jena z najgroźniejszych plag, które wypełzły z puszki
Pandory. "Samotność, ulubiony plac zabaw Szatana" (Chyba Nabokov?)

Samotność ludzka bierze się nie tyle z braku potencjalnych
> rozmówców ile z niemożności porozumienia się międzyludzkiego. Bariera owa w
> moim przekonaniu wynika z wielu rzeczy jak choćby to, że wszyscy jakoś się
> różnimy względem siebie (np. temperamentem czy rodzajami podniet) i inaczej
> postrzegamy rzeczywistość.

Sądzę, że upraszcza Pan sprawę. Gdy się jest młodym ten problem nie istnieje,
zresztą podobnie jak problem własnej śmierci (młodzi ludzie WIEDZĄ, że coś
takiego istnieje i jest be, ale emocjonalnie leży to daleko poza horyzontem,
no chyba, że dotknie kogoś bliskiego). Problem samotności pojawia się z
wiekiem i sądzę, że ma on wiele źródeł. Po pierwsze - z wiekiem ludzie są
coraz bardziej uwikłani we własne problemy, w problemy rodzinne, dzieci,
wnuków, to zawłaszcza coraz więcej i czasu i emocji i intelektu. W wielu
przypadkach człowiek zaczyna krążyć po coraz węższej orbicie wokół swoich
problemów, aż w końcu wpada w czarną dziurę własnego ego, i nic, nawet uśmich
stamdąd się już wydobyć nie może. Drugim źródłem, jak sądzę, jest spłasczenie
intelektualno-emocjonale stosunków międzyludzkich. Starzy znajomi nie mogą nas
już niczym zaskoczyć, w kręgu stałych znajomych i poglądy i gusta niejako
uniformizują się, takie kontakty stają się nudne, człowiek woli sięgąć po nową
książkę, lub słuchać muzyki, niż jeszcze raz usłyszeć znane na pamiść zdania,
te same poglądy, utyskiwania, te same dowcipy.

Konstruując i używając znormalizowanych i
> uściślonych sposobów komunikacji wzajemnej ludzie próbują się porozumiewać,
> nie biorąc pod uwagę pewnej jednej rzeczy. Owej rzeczy nie bierze się pod
> uwagę z prostego powodu, jej istnienie (a co dopiero ważność) jest
> niedowodliwe. Owa rzecz to po prostu energia.
Jest ona o tyle ważna, że
> niemal decyduje o poziomie wzajemnej komunikacji. Szkoda, że tak sceptycznie
> się do niej podchodzi a tych, którzy o tym piszą etykietuje się osobami
> niepoważnymi. Prawdy otrzymane i (nie)uświadomione na niskim poziomie
> energii nie mają żadnej wartości. Prawdy otrzymane i uświadomione na wysokim
> poziomie energii nie mają żadnej wartości dla osoby (nawet tej samej)
> będącej na niskim poziomie energii. Gdybyśmy bardziej zwrócili uwagę właśnie
> na energię osobistą, gromadzili ją i oszczędzali to komunikacja byłaby nie
> tyle łatwiejsza co w ogóle możliwa. Tym samym ciężar egzystencji byłby .....
> znacznie większy do udźwignięcia :)) ale to już inna historia.

Przyznam, że nie rozumiem tego fragmentu. Energia osobista - nie wiem jak
rozumie Pan gromadzenie tej energii, nie wiem, jak ta energia może pomagać w
podtrzymywaniu lub/i nawiązywanie więzi między ludzkich? Z powyższej
wypowiedzi wynika, że te więzi są możliwe tylko, gdy poziomy energetyczne
partnerów są zbliżone, zatem pomijając wszystkie inne problemy pojawia się
problem "kompatybilności" energetycznej. Nakłada Pan dodatkowy warunek, a to
chyba nie rokuje lepiej?


pozsdrawiam
ab>




--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl


From: "a. bitter" <wojloboWYTNIJTO wa.onet.pl>
Subject: Re: Egzystencjonalizm
A samotność, która w końcu nas kiedyś
> dopadnie, a
> > > wojny, które jeszcze mogą kiedyś wrócić, i śmierć, ten zapach świeżych
> > > oheblowanych desek trumny. To ból , to ból i łzy. Żyjemy sobie pod
> kloszem
> > > naszych rodzin, lecz i nas to dotyka, ktoś powie, to nie są problemy.
> >
> >
> > Napewno ktoś może powieedzieć, na przykład ja. Jestem zapewne dwa razy
> starszy
> > od Ciebie, już nie raz czułem zapach tych "świeżo oheblowanych desek", ale
> > fakt nieuchronnej MOJEJ śmierci nie psuje mu smaku krwistego befsztyka z
> > dobrym czerwonym winem, z dużą (i od przejścia na emeryturę) z coraz
> większą
> > frajdą słucham utworów Bacha, Motzarta czy Bartoka, cieszą mnie
> wielokolorowe
> > liście klonów jesienią, słowem, cieszę się chwilą, zwłaszcza,że dzięki
> > tym "chirurgom, których utrzymujemy" dane mi było załapać się na kilka
> > dodatkowych lat sympatycznej starości.
>
>
>
> Oczywiście, że należy cieszyć sie chwilą i czynić to autentycznie.  Ale do
> tego
> potrzebna jest zgodność chwili z wiecznością.  Chwila może być odbierana w
> pełni
> dopiero jako elementarna jednostka (przedstawicielka) wieczności.
>
> A więc musi tu uczestniczyć zrozumienie i aceptacja wiecznego porządku
> świata,
> nie zaś odwrócenie się odeń i ucieczka w tymczasowość.  Choć powoływać się
> na radość chwili można w obydwu przypadkach, to jednak jej rzeczywista
> JAKOŚĆ
> będzie tu i tu niewspółmiernie różna.
>

Oczywiście ma Pan rację, ale zwracając się do Autora wątku próbowałem natchnąć
go odrobiną optymizmu, choć po części odmistyfikować problem śmierci jako
nieuchronnego końca, bezsensu istnienia, dodać nieco otuchy. Być może, nie
zrobiłem tego dobrze, zapewne zbyt powierzchownie, ale "starałem się" jak
powiedział bohater "Lotu nad kukułczym gniazdem"

>
> > Sądzę, że pomyliłeś termin: to nie "egzystencjionaliści", to
> egzystencjalści
> > cierpieli na fakt przemijania, świadomość wiecznej niedoskonałości natury
> > ludzkiej, poczucie tragicznej samotności człowieka wobec ogromu czasu i
> > przestrzeni, wobes konieczności nieustannego indywidualnego wyboru. Ale
> sądzę,
> > że w dużej mierze ten kierunek filozofii nabrał tak szczególnego rozgłosu
> (i
> > może znaczenia?), poniewaz były to lata powojenne, trauma II wojny
> światowej
> > zimna wojna, wyścig zbrojeń, wizja apokaliptycznej wojny jądrowej
>
>
>
> Współczesny zanik wartości duchowych i identyfikacja z podlegającym entropii
> światem materii czyni naszą samotność oraz przemijanie szczególnie bolesnym.

Entropia termodynamiczna nie wiele ma do powiedzenia w problemach
psychologicznych, gorzej z banałem i bezsideowością, które są miarą wzrostu
entropii intelektualnej (czy jak Pan woli: duchowej). Ale uważam, że
prawdziwymi wartościami są te, które ma się wewnątrz, te własne. Jeżeli się je
posiada można dać odpór "coraz bardziej otaczającej nas żeczywistości", bo,jak
to powiedział chyba Tosqueville: "Wolności nikomu nie można odebrać bez jego
przyzwolenia". A można to uogólnić na całą sferę życia duchowego jednostki.
Niestety nie widzę antidotum na zagrożenie samotnością, to w istocie problem,
któremu samemu się nie rozwiąże (niejako ex definitione). Ktoś
napisał: "Samotność - ulubiony plac zabaw Szatana" (chba Nabokov?).

> >
> > Spoko, przyroda nie umiera. Po ciężkiej wielomiesięcznej harówce układa
> się do
> > zasłużonego snu, żeby w przyszłym roku powitać Cię bzem, krokusami,
> kwiatami
> > jabłoni.
> > Serdecznie pozdrawia
> > staruszek ab
>
>
>
> Prawa natury są rzeczywiście pocieszające.  Stanowią podstawę do analogii
> dla praw
> rządzących światem ducha.
>
>
>
> AW
>
pozdrawiam
ab
>


--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl


From: "ksRobak" <robakks gazeta.pl>
Subject: Re: Egzystencjonalizm
"Kowdlar" <elubed interia.pl>
news:fg2ot3$pgc$1 atlantis.news.tpi.pl...
> "ksRobak" <robakks gazeta.pl>
> news:fg27pc$j91$1 inews.gazeta.pl...

>> Ból życia a ściślej w moim języku 'trauma egzystencjalna' to przypadłość,
>> z którą człowiek żyje i nawet nie zdaje sobie sprawy, że w niej żyje
>> i z nią żyje, gdy codzienność w swej monotonii zawęża horyzonty
>> a pośpiech gubi szczegóły, dopiero...
>> dopiero?
>> dopiero w sytuacjach niecodziennych, gdy człowiek na chwilę stanie
>> w swym pędzie i w chwili zadumy postrzeże jakim jest pyłkiem
>> wobec OGROMU, gdy poczuje na tę chwilę jedność ze światem
>> który go otacza - to uświadamia sobie ten ból, który tak naprawdę
>> nie jest bólem lecz pokorą o wymowie:
>> Świat jest taki wielki i piękny a JA nieskończenie mały, nic nie znaczący
>> proch zniknę i nie zostanie po mnie żaden ślad, poza łaskawym spojrzeniem
>> świata, który na mnie patrzył, ale w tym momencie jesteśmy równi:
>> świat patrzy na mnie a JA patrzę na świat:
>> jedność i rozłączność
>> Tak.
>> PS. Każdy to może czuć inaczej. ;D
>> Edward Robak* z Nowej Huty
>> Uwaga: kopia na http://groups.google.pl/group/pl-sci-matematyka?hl=pl
>> ~>°<~

> A czy może sobie ks. Robak wyobrazić człowieka , który z bólu prosi o kata,
> by ten skrócił "nędzny" żywot. Wszysto to prawda, co ks. Robak napisał, my z
> tym bólem egzystencjonalnym stykamy się od wielkiego dzwonu, lecz pewności
> nikt nie ma. I króla, i biskupa taki los może też być udziałem.
> K.

Cały problem Szanowny Kowdlarze w tej drobnej różnicy pomiędzy słowami
"ból egzystencjalny" a słowami "ból egzystencjonalny", bowiem choć te słowa
są podobnie brzmiące: egzystencjalny & egzystencjonalny
to przecież wywodzą się od różnych rdzeni:
egzystencjonalny <= od słowa egzystować
egzystencjalny <= od słowa exit (wyjście)
Tak jak ludzie na ogół mylą bycie fizyczne z istnieniem psychicznym,
gdy słowo JEST (w realu) staje się równoważne słowu ISTNIEJE (w wyobraźni)
tak na ogół nie mylą bólu fizycznego (nerwobólu) z bólem psychicznym
(cierpienie duchowe). Te dwa rozdzaje bólów należą do bólów
egzystencjonalnych i mogą być "nie do zniesienia" dla wytrzymałości,
ale oba te rodzaje można uśmierzyć i/lub zagłuszyć.
Człowiek, który z bólu prosi o kata, by ten skrócił "nędzny" żywot
może prosić także o antidotum na ból egzystencjonalny.
Śmierć ciała nie jest jedynym wyjściem z konkretnej sytuacji.
JA w swoim przedpoście pisałem o bólu egzystencjalnym, który
nazwałem słowami 'trauma egzystencjalna' i opisałem w jaki sposób
ją odczuwam w odniesieniu do źródłosłowia:
egzystencjalny <= od słowa exit (wyjście)
Człowiek na tę chwilę wychodzi z siebie (egzit) patrząc na swoje JA
nie od wewnątrz lustra (psyche) lecz z zewnętrza.
Na ten moment utożsamia się z własnym zewnętrzem stąd pokora:
jestem myślącym i czującym NICZYM, bo czymże jest człowiek
wobec nieskończoności? :-)
.. . .
Mądrość nie jest towarem - reklamuje się SAMA. :)
Edward Robak* z Nowej Huty
~>°<~


From: "Nagash" <nagash1 poczta.onet.pl>
Subject: Re: Egzystencjonalizm
Użytkownik "Kowdlar" <elubed interia.pl> napisał w wiadomości
news:fg24pq$kah$1 atlantis.news.tpi.pl...
> Ból życia dzisiaj, czy jeszcze w epoce operacji plastycznych, aparatów na
> zęby, stomatologii, i wszystkich diet, poczynając od Diamonda po dietę
> optymalną Kwaśniewskiego, można mowić o bólu nie tyle ciała lecz duszy?
> Czy można jeszcze dzisiaj, kiedy medycyna i higiena są na tak wysokim
> poziomie? A może właśnie dzisiaj ten ból jest jeszcze bardziej dotkliwy,
> bo jak długo można utrzymywać tych wszystkich stomatologów, dietetyków,
> chirurgów plastycznych, przecież potem jest straszliwa starość i
> doszczętne zepsucie tych maszyn -naszych ciał. A samotność, która w końcu
> nas kiedyś dopadnie, a wojny, które jeszcze mogą kiedyś wrócić, i śmierć,
> ten zapach świeżych oheblowanych desek trumny. To ból , to ból i łzy.
> Żyjemy sobie pod kloszem naszych rodzin, lecz i nas to dotyka, ktoś powie,
> to nie są problemy. Tak? dlaczego średniowiecze, ten ciemny wiek miał aż
> tak wielką odrazę do tego, co związane było z naszym ciałem? Nie łudźmy
> się, jesteśmy nadal, i zawsze będziemy, więźniami naszych ciał. Piszę to w
> kontekście egzystencjonalizmu, który to kierunek ogłosił bezsens ludzkiej
> egzystencji, własnie ze względu między innymi na to, co przytoczyłem. Wiek
> telewizji rozpędził te egzystencjonalne rozterki, ale czy do końca. Każda
> dziewczyna chce być modelką,każdy mężczyzna chce być sprawny niczym sam
> Pudzianowski. I nawet my, inteligeci, też wolimy mieć raczej zdrową
> trzustkę albo wątrobę. To jesień i obietnica zimy, ten okres , gdy
> przyroda umiera, sprawiły, że dopadły mnie tak egzystencjonalne myśli.
> Kowdlar

Egzystencja staje się ciężka lub wręcz nie do zniesienia, gdy odczuwamy
samotność. Samotność ludzka bierze się nie tyle z braku potencjalnych
rozmówców ile z niemożności porozumienia się międzyludzkiego. Bariera owa w
moim przekonaniu wynika z wielu rzeczy jak choćby to, że wszyscy jakoś się
różnimy względem siebie (np. temperamentem czy rodzajami podniet) i inaczej
postrzegamy rzeczywistość. Konstruując i używając znormalizowanych i
uściślonych sposobów komunikacji wzajemnej ludzie próbują się porozumiewać,
nie biorąc pod uwagę pewnej jednej rzeczy. Owej rzeczy nie bierze się pod
uwagę z prostego powodu, jej istnienie (a co dopiero ważność) jest
niedowodliwe. Owa rzecz to po prostu energia. Jest ona o tyle ważna, że
niemal decyduje o poziomie wzajemnej komunikacji. Szkoda, że tak sceptycznie
się do niej podchodzi a tych, którzy o tym piszą etykietuje się osobami
niepoważnymi. Prawdy otrzymane i (nie)uświadomione na niskim poziomie
energii nie mają żadnej wartości. Prawdy otrzymane i uświadomione na wysokim
poziomie energii nie mają żadnej wartości dla osoby (nawet tej samej)
będącej na niskim poziomie energii. Gdybyśmy bardziej zwrócili uwagę właśnie
na energię osobistą, gromadzili ją i oszczędzali to komunikacja byłaby nie
tyle łatwiejsza co w ogóle możliwa. Tym samym ciężar egzystencji byłby .....
znacznie większy do udźwignięcia :)) ale to już inna historia.

pozdrawiam
Nagash



From: "ksRobak" <robakks gazeta.pl>
Subject: Re: Czas jak rzeka
"Logiczniak" <logis onet.pl>
news:fg46mk$9us$1 opal.futuro.pl...

> Juz starozytni porownywali czas do rzeki.
> Fizyka mowi cos podobnego.
> Czas "unosi" nas, a konkretnie materie. Materie naszego ciala.
> Materia podlega czasowi jak kloda drzewa wrzucona w ostry nurt rzeki.
> Czlowiek nie moze widziec chwil minionych, bo czas go unosi, jak Wisla unosi
> tratwe flisaka. Flisak nie jest w stanie za pomoca swoich wiosel oprzec sie
> nurtowi rzeki.
> Ona go niesie i on sie poddaje.
>
> Jak juz mowilem czas mozna przeliczac na metry i 1 sekunda jest rownowazna
> 300 000 km w kierunku "i" (dokladniej wynika to ze wzorow geometrii
> Minkowskiego).
> Co sekunde jestesmy wiec o 300 000 km dalej w przestrzeni czasu.
>
> Cialo czlowieka tworzy w czasoprzestrzeni "tunele", na zawsze juz dla
> naszych oczu stracone, nigdy ich nie zobaczymy, poki jestesmy mieszkancami
> CIAŁA, bo ciagle gnamy do przodu. Nawet nie wierzymy za bardzo, ze jakis tam
> tunel sie rozciaga w czasoprzestrzeni.
>
> Logiczniak

W Pana wypowiedzi jest dużo prawdy a kontrowersyjny jest wyłącznie
przelicznik upływu czasu na metry. Słusznie Pan zauważasz, że
"czas mozna przeliczac na metry i 1 sekunda jest rownowazna
300 000 km w kierunku "i" "
ale ten przelicznik jest umową.
Można się umówić, że przelicznik nie jest oparty na domniemanej
prędkości światła w idealnej próżni, ale na innym przykładzie ruchu
np. prędkość żółwia - a jak wiadomo żółw idealny porusza się
ze stałą prędkością liniową równą 1 centymetr na sekundę.
Przy takiej umowie nie pokonujemy 300 000 km lecz 1 centymetr
co jest znacznie milsze dla oka i ucha.

Żona do męża:
Z jaką prędkością pędzisz?
Mąż do żony:
300 000 km w kierunku "i"
Żona do męża:
"Nie pędź tak - proszę: daj odpocząć..." :-)

Mądrość nie jest towarem - reklamuje się SAMA. ;-)
Edward Robak* z Nowej Huty
~>°<~


From: "ksRobak" <Robakks interia.eu>
Subject: Re: # siatka na BBalonie
"pafau k." <erkaerUSUN_TO gmail.com>
news:slrn.pl.fia96v.3ec.erkaerUSUN_TO gmail.com...
> ksRobak zawsze puka dwa razy:

>> No ale przecież Pan celowo wyciąłeś moje nazwisko.
>> Nie możesz Pan tego zwalić na automat.
> Nie mogę zwalić - fakt. I nie zwalam. Ale chyba zarzucasz mi pan
> podśwaidomą próbę obrazy, czego pojąć nijak w stanie nie jestem.

>> Pan wyciąłeś mój podpis a gdy Panu tłumaczę, że taka praktyka jest
>> okazywaniem pogardy do rozmówcy, to Pan się rozgoryczyłeś twierdząc
>> że powinienem Panu wcześniej wytłumaczyć. Właśnie tłumaczę. :-)
>> Nie mogłem Panu wytłumaczyć zanim tego nie zrobiłeś bo skąd mogłem
>> wiedzieć że dokonasz Pan zamachu na moje personalia???
> Nienienie. Nie o to się kłócę.
> a) Nie wiedziałem, że ycięcie podpisu pana urazi.
> b) Zamiast zwykłego zwrócenia uwagi, zarzucasz mi pan, że a to jestem
> 'głupim automatem', a to mnie 'wytresowano' (w celu okazywania pogardy?
> bez sensu), a to straszysz wychowywaniem miast zwykłej dyskusji.
> Ja takie działania kwalifikuję jako agresywne, a wystarczyło zwrócić uwagę.

>>>> To pytania retoryczne. Albo czujesz się Pan na tyle poważny by poważne
>>>> wypowiedzi na SCI podpisywać personaliami z REALA - albo nie.
>>> Ale to już, drogi panie, jest OPINIA.
>> Opinia, która wiele mówi o intencjach.
> Nie zgodzę się. Dopiero wtedy mówi o intencjach, kiedy OBIE strony zgadają się,
> że tak należy bądź nie należy robić.

>>>> Na CV też podpisałbyś się Pan z małej litery jak automat?
>>>> Edward Robak* z Nowej Huty
>>> Analogia to wątpliwe dla mnie narzędzie wnioskowania.
>>> Lecz od odpowiedzi nie uchylę się mimo to: nie, na CV podpisałbym
>>> się własnoręcznie.
>>> --
>>> pafau k. [Nie ma Słowian bez barszczu]
>> Na CV podpisałbyś się Pan również pisząc personalia z małej litery?
> Jeśli pytasz pan o taki drukowany druk, to nie. W miejscu na podpis...
> o, i tu chyba sam środek sedna. W miejscu na podpis umieściłbym
> maźnięciem długopisu swój podpis. A ten może zaczynać się i kończyć
> jak chce - często w ogóle nie przypomina liter - na pewno
> nie raz widziałeś pan takie podpisy.

>>> A mi w niczym to nie przeszkadza. Przeszkadza mi za to agresja bez dania
>>> racji. Dania racji WCZEŚNIEJ, przed tej agresji ekspresją.
>> Masz Pan na myśli agresję wyładowaną na podpisie rozmówcy?
> Potraktuję to jako kpinę, bo inaczej nie mogę.
>
> No, ale znamy swoje stanowiska - z mojej strony koniec tego wątku.
> Pisz pan, jeśli masz coś do dodania, a jeśli mnie to zbytnio nie ubodzie,
> postaram się już tego nie komentować, chyba, że wyraźnie pan sobie
> tego zażyczysz.

OK.
Zamiast komentarza z mojej strony - króciutkie, subiektywne podsumowanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Można robić źle nie wiedząc, że robi się źle.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
1. Wycinanie nazwiska z pod cytatu jest złe, bowiem wprowadza dezinformację:
znana treść - autor nieznany. To ogłupianie.
2. Człowiek nie jest rzeczą (przedmiotem) i aby to podkreślić i aby o tym
pamiętać, że jest PODMIOTEM - swoje imię i nazwisko pisze z wielkiej litery.
Podpisywanie się z małej litery jest złe, bowiem uprzedmiotowia autora.
To zły przykład do naśladowania (maUpowania).

++++++++++++++++++

>>>> Liczb rzeczywistych jest więcej niż naturalnych,
>>>> choć oba zbiory są nieskończone.
>>> Czyli nieskończoność per se nie jest pojęciem jednoznacznym.
>> Oczywiście.
>> Euklides przeczuwał to intuicyjnie mówiąc o nieskończonościach
>> aktualnych (ograniczonych) i potencjalnych (większych od aktualnych).
>> Cantor to sformalizował.
> Czy pisząc 'ograniczonych' masz pan na myśli, że potencjalne mogą
> być nieograniczone?

Pisząc słowa 'zbiór nieskończony ograniczony' mam na myśli
ŁĄCZNOŚĆ DODAWANIA:
Nie istnieje taki zbiór ograniczony, którego nie możnaby rozszeszyć
o nowe elementy. Wyróżnikiem elementów zbioru są NAZWY elementów.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zmieniając nazwy elementów nie zmienia się ilości elementów zbioru.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

>>> Rozumiem, ale jakoś tego _nie czuję_. Może za płytko siedzę w matematyce.
>> Im głębiej byś Pan siedział w matematyce, tym trudniej byłoby Panu zrozumieć.
> Przyjmę na słowo.

Światem liczb rządzą niezłomne prawa logiki, oparte na falsyfikowalnych
pewnikach. Im więcej w matematyce samozaprzeczających się założeń
- tym trudniej oddzielić prawdę o fałszu.

>>>> Nie wiadomo co to jest to Re. :)
>>> Cóż, czy nie tak w matematyce zwykło się oznaczać część rzeczywistą liczby
>>> zespolonej?
>> No tego nie wiedziałem.
>> A jakim symbolem oznacza się część urojoną liczby zespolonej?
> Czuję podstęp... ale odpowiem: Im. Re(alis) i Im(aginaris).
> A jak inaczej pan to oznaczasz? Mnie tak uczono...

Dzięki. :-)
Szczerość za szczerość.
W filozofii, którą propaguję i rozpowszechniam, liczby zespolone
mają następującą postać uogólnioną:
WIELKOŚĆ = WYMIAR + WARTOŚĆ
u Pana: L(z) = Re + Im
Różnica jest w mianowaniu liczb i zademonstruję ją Panu na przykładzie
przykład:
1*1 + 1 = ?
pytanie: czy ten zapis jest liczbą zespoloną?
W geometrii oczywiście może być.
wyjaśnienie:
1*1 to pole kwadrata o boku 1 <= wymiar powierzchniowy
1 to bok kwadrata <= wymiar liniowy
pole nie zmienia się po dodaniu do niego skończonej długości.
Ładnie to widać po podstawieniu jednostek mianowanych:
1 [cm] * 1 [cm] + 1 [cm] = 1 [cm^2] + 1 [cm]
tu: 1 [cm^2] to WYMIAR, a 1 [cm] to WARTOŚĆ
na WIELKOŚĆ tej sumy "+" składają się dwa różne elementy
z których jeden ma rzeczywiste pole powierzchni Re a drugi
ma zerowe pole powierzchni Im
a przecież "Im" nie jest UROJENIEM (imaginacją) lecz konkretną warością
mianowaną nie sumującą się z WYMIAREM.

>>> Nie byłoż tak, że nazwa Alef0 to inne miano na Re1?
>> och.
>> Przecież Alef0 nie jest liczbą arytmetyczną - nie ma więc tego czegoś
>> w Tabeli N^2 Kartezjusza.
>> Re1-1 < Re1
>> Od mocy Alef0 nie da się nic odjąć.
>> Re1 =/= Alef0

> Paniał. Czyli na Re1 można wykonywać działania arytmetyczne.
> To teraz pytanie laika: jak się nazywa jakaś teoria, która opisuje
> wyższość Re1 nad Alef0, coś o tym Re1 mówi, opisuje działania.
> Jakiś kierunek: może nazwisko, tytuł jakiejś publikacji?

Szukaj Pan publikacji w swojej głowie - poważnie.
To najpewniejszy grunt. Wystarczy umieć sobie powiązać obiekty myślne
w logiczną konstrukcję.

>> Ważne jest słowo względnym.
>> Skończona wielkość w jednym wymiarze jest nieskończona choć ograniczona
>> w wymiarze mniejszym.
>> Wymiary rzeczywiste to nie x,y,z
>> lecz długość, pole, objętość

> Tu przyznam się, zagubionym. Można prosić o przykład?

Z przyjemnością:
Nieskończoność jest pojęciem względnym.
Odcinek skończony składa się z nieskończonej ilości punktów.
Kwadrat skończony składa się z nieskończonej ilości odcinków
Sześcian skończony składa się z nieskończonej ilości kwadratów.
Wymiar mierzy się zależnością parametrów
Długość odcinka: x lub y lub z
Pole kwadrata: x*y lub x*z lub y*z
Objętość sześciana: x*y*z
SUPERobjętość tendencjału: x*y*z*t <= tu demonstruję bryły n-wymiarowe
które isnieją w przestrzeni nierzeczywistej (nadobjętość).
Ta przestrzeń jest w Pana języku Im (Imaginaris) a jej mianowaniem
na jednostkach fizycznych jest metr do potęgi czwartej [m^4]

>>>>>> Tak. Matematyka zawsze broniła się przed postępem. To odruch
>>>>>> matematyków.
>>>>> Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to odruch ogólnie typowo ludzki.
>>>> Niestety tak. :-(
>>>> To odruch przeciętniaków którym wykazuje się ich bezbarwność... :)
>>> A tu się nie zgodzę. Odruch jak odruch, może być wprogramowany
>>> niezależnie od przeciętniactwa. Pytanie, czy umię ten odruch
>>> przezwyciężyć - o, to już zupełnie inna para białych kozaków.
>> Nieodmiennie kojarzy mi się z utworem Czesława Niemena "Dziwny ten świat"
>> "człowiekiem gardzi człowiek"
>> Edward Robak*

> Och, a ja znowu przesunięty w fazie do pańskich wywodów. Skąd tu znowu,
> jak z kapelusza magika, wyskoczyła pogarda? Czy człowiek broniący
> się przed postępem gardzi innymi?
> --
> pafau k. [Nie ma Słowian bez barszczu]

Człowiek, który nie rozumie jakiejś mądrości ale odrzuca ją "z założenia"
- wyraża tą postawą pogardę zarówno wobec mądrości jak i jej autora.
Przykładem niech będzie historia Usenetu.
Był taki okres, że posty podpisywane personaliami "Edward Robak"
były automatycznie kasowane na serwerach "grupy Surmacza"
niezależnie od prezentowanych treści.
Do dzisiaj zakaz ten obowiązuje na moderowanej "pl.sci.matematyka".
Jeśli Pan nie wierzysz, to spróbuj napisać jakiś matematyczny post,
podpisz go personaliami "Edward Robak" lub nickiem ksRobak
i wyślij na tę grupę a przekonasz się, że otrzymasz od automatu
o nazwie "zespol moderatorski" odpowiedź mniej więcej tej treści:
panski post zostal odrzucony bowiem matematyka
nie zajmuje sie matematyka. Zapoznaj sie z FAQ grupy.
Dlatego założyłem na Google grupę alternatywną, która aktualnie
jest moim blogiem.
Wie Pan skąd ta nazwa "pl-sci-matematyka" w odróżnieniu od pl.sci.matematyka?
Bo matematyka za pomocą ALGRBRY i GEOMETRII może opisać (!) wszystko:
skończone i nieskończone
rzeczywiste i urojone
bezwzględne i względne
w nieskończonej ilości WYMIARÓW mianowanych. :-)
Jednej rzeczy matematyka nie przeliczy nigdy:
nieskończonego i nieograniczonego zbioru liczb całkowitych
bowiem takiego zbioru NIE_MA.
To meta-zbiór a więc zbiór, który NIE_JEST zbiorem. :-)
Edward Robak* z Nowej Huty
Uwaga: kopia na http://groups.google.pl/group/pl-sci-matematyka?hl=pl
~>°<~


From: "Logiczniak" <logis onet.pl>
Subject: Czas jak rzeka
Juz starozytni porownywali czas do rzeki.
Fizyka mowi cos podobnego.
Czas "unosi" nas, a konkretnie materie. Materie naszego ciala.
Materia podlega czasowi jak kloda drzewa wrzucona w ostry nurt rzeki.
Czlowiek nie moze widziec chwil minionych, bo czas go unosi, jak Wisla unosi
tratwe flisaka. Flisak nie jest w stanie za pomoca swoich wiosel oprzec sie
nurtowi rzeki.
Ona go niesie i on sie poddaje.

Jak juz mowilem czas mozna przeliczac na metry i 1 sekunda jest rownowazna
300 000 km w kierunku "i" (dokladniej wynika to ze wzorow geometrii
Minkowskiego).
Co sekunde jestesmy wiec o 300 000 km dalej w przestrzeni czasu.

Cialo czlowieka tworzy w czasoprzestrzeni "tunele", na zawsze juz dla
naszych oczu stracone, nigdy ich nie zobaczymy, poki jestesmy mieszkancami
CIAŁA, bo ciagle gnamy do przodu. Nawet nie wierzymy za bardzo, ze jakis tam
tunel sie rozciaga w czasoprzestrzeni.

Logiczniak



WIFI - Warszawa, Ursynów


From: "jazda.mazda" <vohumana gazeta.pl>
Subject: Re: jak Bog moglby sie wiarygodnie objawic?
Dnia Sun, 28 Oct 2007 23:49:15 +0000 (UTC), pafau k. napisał(a):


>> Czyli Bóg JHWH się zmienił ze złego na dobrego ? :o/
>
> Aniebrat? Widzisz jakieś inne tłomaczenie dychotomii ST/

No ale napisano:

Ps 102:26-28
26. Ty niegdyś założyłeś ziemię i niebo jest dziełem rąk Twoich.
27. Przeminą one, Ty zaś pozostaniesz. I całe one jak szata się
zestarzeją: Ty zmieniasz je jak odzienie i ulegają zmianie,

28. Ty zaś jesteś zawsze ten sam i lata Twoje nie mają końca.
*******************************************************
(BT)

I w ogóle to troche dziwne...,
że nie przeprosił ludzi za ludobójstwo
albo za to:

Wj 32:27
27. I rzekł do nich: Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Każdy z was niech
przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w
obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego brata, kto swego
przyjaciela, kto swego krewnego.
(BT)



>>>Nasza etyka to przybliżenie
>>> boskiej - takie jak możliwe na ziemi.
>>
>> Brat, chyba etyka ojcowska wszędzie jest taka sama, tak ? :o)
>> Przecież na tym właśnie polega ewangelia, o ile mówimy
>> o tym Bogu, ktorego objwił ten Żyd Jeszu,
>> znaczy dobrego Ojca.
>
> Nie dość, że Żyd, to jeszcze żyd. A etyka ojcowska...
> cokolwiek by to znaczyło.

Nie wiesz, co to znaczy, brat ?
A masz dzieci ?


>Słuchaj, nie pojmiemy świata tak,
> jak Bóg go pojmuje. Ani-ani.

Świat z pewnością nie, ale z etyką jest zgola inaczej,
brat, nie kompinuj.


>Gdzieś już się podpierałem
> tutej sztuczką-magiczką z Łazarzem. Jeszu rzekł: wyjdź,
> a Łazarz wyjszł, choć nie pierwszej już był świeżości, oj,
> nie pierwszej. Umiesz powtórzyc tę sztuczkę? Pozwól, odpowiem
> za ciebie: nie umiesz, brat.

Jeszu też nie umiał, to jest pospolite oszustwo, brat...


> A weisz, czemu? Bo Jeszu miał
> oprócz wolnej woli człowieczej wolę bożą.

czyli nie był czlowiekiem ?


> A dopóki nie
> naumiesz się tego, i paru innych sztuczek, nie będziesz
> widział świata, jak Bóg. Ergo - do Niego muszą się
> stosować inne zasady, do nas nieco inne.

Nie bardzo rozumiem, z czego to ma wynikać,
że jego mją nie obowiazywać etyczne zasady,
których nauczał ludzi...


>>>>>> To bujda na resorach, brat, bo chyba Bóg pragnie,
>>>>>> by ludzie badali jego wyroki i by były zbadane, tak ?
>>>>> A po czem wnosisz?
>>>> A Ty byś utrzymywał swoich synów w ciemnoscie i niewiedzy
>>>> oraz nieznajomości siebie samego i swoich zasad etycznych ?
>>>
>>> Ja nie.
>>
>> A więc Ty jesteś mądry, ale Bogu to wmawiasz głupote, tak ? ;o/
>
> Hm, z tego
> a) nie wynika, że jestem mądry

Ok., ja też nie jestem. :o)


> b) na razie brzytwa Ockhama, jak mi wyłożysz fałsz a)
> to podyskutuję o wmawianiu Bogu czegoś.

Fałsz serca jest bardzo jawny w tym wypadku,
ale widzę, że to wynika z błędu, w którym tkwi
za przyczyna kapłanów..., jesteś usprawiedliwiony,
brat, częściowo.



>>>Dajcie wszyscy zpokój z tymi analogiami. Kurdebalans,
>>> toż to narzędzie wnioskowania mniej jeszcze dokładne od redukcji!
>>> I w tym przypadku też się nie sprawdza. My do Boga nie mamy
>>> się tak jak moje syny do mnie, brat.
>>
>> No przecież na tym właśnie polega dobra nowina Jeszu Izraela !
>> że dokłądnie my sie tak mamy do Ojca, ja nasze syny do nas :o)
>
> Ja to widzę inaczej - że tak się do Ojca mieć będziemy po śmierci,
> kiedy to trochę więcej zrozumiemy.


Twoim zdaniem Jeszu za słabo nam objaśnił Ojca ? :o/

A to:

Mt 11:25-27
25. W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze,
Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i
roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.
26. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.
27. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko
Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce
objawić.
(BT)


??


--
<oo>___ ~* * - ` '-
( _ ) . _ )
vohu.mana ...........................................


From: "pafau k." <erkaerUSUN_TO gmail.com>
Subject: Re: # siatka na BBalonie
jazda.mazda zawsze puka dwa razy:

>> Przedział domknięty obustronnie, czy jak to się nazywa: <1, 2>.
>> Koniec z lewa: 1. Koniec z prawa: 2. A pośrodku... nie dość,
>> że nieskończoność, to jeszcze nieskończoność nieskończoności.
>> Taki to hokus-pokus.
>
> Tak, to są z pewnością cuda i dziewicze osobliwości :o)
> a pośrodku jedna wielka, nieskończona dziura, tak ?
> Czy jest choć kilka pewnych wysepek,
> na których można postawić noge ? :o/

Tak, a to na przykład: Wyspa Wolin, Wyspa Kormoranów oraz
bardzo dziwna szkocka wyspa, na której jelenie zjadają ptaki
(wysoce osobliwa, i - jeśli kogoś takie rzeczy interesują -
- interesująca sprawa).

>>> A nie, to ok., o te nieskończoność włśnie chodzi.
>>> A czy Twoim zdaniem są różne nieskończoności ? :o/
>>
>> Tak, owszem, jak najbardziej. Te rewelacje pomógł mi zrozumieć
>> i dodefiniować pan Edward.
>
> Ano chyba że tak. Czyli co, możemy sie już spokojnie
> napić i iść spać ? :o)
> No to dobranoc, brat.

Możecie. Ja pozwolę sobie brat skręcić i zapalić, miast picia
dziś wieczór. Miłych snów, brat.

> Brat, no weź popacz:
>
> Skoro dowolnie mały ułamek pomnożony przez nieskończoność
> daje nieskończoność, to nie istnieje taki wynik dzielenia
> w nieskończoność skończonego odcinka, który by po wymnożeniu
> przez nieskończoność dawal skończoność, tak ?
>
> Kuna, chyba mi sie wszystko poplątało na koniec...
> Ide spać, jutro przemyśle to jeszcze raz, a jak sam
> to zrozumiem, co przemyślę, to i bratu opowiem.

Oczaekiwam niechybnie.

> Dobranoc.

Dobrej nocy.

--
pafau k. [Nie ma Słowian bez barszczu]


From: "pafau k." <erkaerUSUN_TO gmail.com>
Subject: Re: # siatka na BBalonie
ksRobak zawsze puka dwa razy:

>> Niezamierzona może być, na ten przykład fanga drzwiami w nos, jak ktoś
>> za drzwiami stoi, a my o tym nie wiemy. Pogarda zaś (przynajmniej tak ja
>> to określenie rozumiem) zakłada CELOWOŚĆ.
>
> No ale przecież Pan celowo wyciąłeś moje nazwisko.
> Nie możesz Pan tego zwalić na automat.

Nie mogę zwalić - fakt. I nie zwalam. Ale chyba zarzucasz mi pan
podśwaidomą próbę obrazy, czego pojąć nijak w stanie nie jestem.

> Pan wyciąłeś mój podpis a gdy Panu tłumaczę, że taka praktyka jest
> okazywaniem pogardy do rozmówcy, to Pan się rozgoryczyłeś twierdząc
> że powinienem Panu wcześniej wytłumaczyć. Właśnie tłumaczę. :-)
> Nie mogłem Panu wytłumaczyć zanim tego nie zrobiłeś bo skąd mogłem
> wiedzieć że dokonasz Pan zamachu na moje personalia???

Nienienie. Nie o to się kłócę.
a) Nie wiedziałem, że ycięcie podpisu pana urazi.
b) Zamiast zwykłego zwrócenia uwagi, zarzucasz mi pan, że a to jestem
'głupim automatem', a to mnie 'wytresowano' (w celu okazywania pogardy?
bez sensu), a to straszysz wychowywaniem miast zwykłej dyskusji.
Ja takie działania kwalifikuję jako agresywne, a wystarczyło zwrócić uwagę.

>>> To pytania retoryczne. Albo czujesz się Pan na tyle poważny by poważne
>>> wypowiedzi na SCI podpisywać personaliami z REALA - albo nie.
>
>> Ale to już, drogi panie, jest OPINIA.
>
> Opinia, która wiele mówi o intencjach.

Nie zgodzę się. Dopiero wtedy mówi o intencjach, kiedy OBIE strony zgadają się,
że tak należy bądź nie należy robić.

>> A mi w niczym to nie przeszkadza. Przeszkadza mi za to agresja bez dania
>> racji. Dania racji WCZEŚNIEJ, przed tej agresji ekspresją.
>
> Masz Pan na myśli agresję wyładowaną na podpisie rozmówcy?

Potraktuję to jako kpinę, bo inaczej nie mogę.

No, ale znamy swoje stanowiska - z mojej strony koniec tego wątku.
Pisz pan, jeśli masz coś do dodania, a jeśli mnie to zbytnio nie ubodzie,
postaram się już tego nie komentować, chyba, że wyraźnie pan sobie
tego zażyczysz.

>>> Liczb rzeczywistych jest więcej niż naturalnych,
>>> choć oba zbiory są nieskończone.
>
>> Czyli nieskończoność per se nie jest pojęciem jednoznacznym.
>
> Oczywiście.
> Euklides przeczuwał to intuicyjnie mówiąc o nieskończonościach
> aktualnych (ograniczonych) i potencjalnych (większych od aktualnych).
> Cantor to sformalizował.

Czy pisząc 'ograniczonych' masz pan na myśli, że potencjalne mogą
być nieograniczone?

>> Rozumiem, ale jakoś tego _nie czuję_. Może za płytko siedzę w matematyce.
>
> Im głębiej byś Pan siedział w matematyce, tym trudniej byłoby Panu zrozumieć.

Przyjmę na słowo.

>>> Nie wiadomo co to jest to Re. :)
>
>> Cóż, czy nie tak w matematyce zwykło się oznaczać część rzeczywistą liczby
>> zespolonej?
>
> No tego nie wiedziałem.
> A jakim symbolem oznacza się część urojoną liczby zespolonej?

Czuję podstęp... ale odpowiem: Im. Re(alis) i Im(aginaris).
A jak inaczej pan to oznaczasz? Mnie tak uczono...

>> Nie byłoż tak, że nazwa Alef0 to inne miano na Re1?
>
> och.
> Przecież Alef0 nie jest liczbą arytmetyczną - nie ma więc tego czegoś
> w Tabeli N^2 Kartezjusza.
> Re1-1 < Re1
> Od mocy Alef0 nie da się nic odjąć.
> Re1 =/= Alef0

Paniał. Czyli na Re1 można wykonywać działania arytmetyczne.
To teraz pytanie laika: jak się nazywa jakaś teoria, która opisuje
wyższość Re1 nad Alef0, coś o tym Re1 mówi, opisuje działania.
Jakiś kierunek: może nazwisko, tytuł jakiejś publikacji?

> Ważne jest słowo względnym.
> Skończona wielkość w jednym wymiarze jest nieskończona choć ograniczona
> w wymiarze mniejszym.
> Wymiary rzeczywiste to nie x,y,z
> lecz długość, pole, objętość

Tu przyznam się, zagubionym. Można prosić o przykład?

>>>>> Tak. Matematyka zawsze broniła się przed postępem. To odruch
>>>>> matematyków.
>>>> Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to odruch ogólnie typowo ludzki.
>>> Niestety tak. :-(
>>> To odruch przeciętniaków którym wykazuje się ich bezbarwność... :)
>> A tu się nie zgodzę. Odruch jak odruch, może być wprogramowany
>> niezależnie od przeciętniactwa. Pytanie, czy umię ten odruch
>> przezwyciężyć - o, to już zupełnie inna para białych kozaków.
>
> Nieodmiennie kojarzy mi się z utworem Czesława Niemena "Dziwny ten świat"
> "człowiekiem gardzi człowiek"

Och, a ja znowu przesunięty w fazie do pańskich wywodów. Skąd tu znowu,
jak z kapelusza magika, wyskoczyła pogarda? Czy człowiek broniący
się przed postępem gardzi innymi?

>>> Na CV też podpisałbyś się Pan z małej litery jak automat?
>>> Edward Robak* z Nowej Huty
>
>> Analogia to wątpliwe dla mnie narzędzie wnioskowania.
>> Lecz od odpowiedzi nie uchylę się mimo to: nie, na CV podpisałbym
>> się własnoręcznie.
>> --
>> pafau k. [Nie ma Słowian bez barszczu]
>
> Na CV podpisałbyś się Pan również pisząc personalia z małej litery?

Jeśli pytasz pan o taki drukowany druk, to nie. W miejscu na podpis...
o, i tu chyba sam środek sedna. W miejscu na podpis umieściłbym
maźnięciem długopisu swój podpis. A ten może zaczynać się i kończyć
jak chce - często w ogóle nie przypomina liter - na pewno
nie raz widziałeś pan takie podpisy.

> Edward Robak*
> Uwaga: ten post nie jest kopiowany na news:pl.sci.matematyka



--
pafau k. [Nie ma Słowian bez barszczu]


From: "jazda.mazda" <vohumana gazeta.pl>
Subject: Re: # siatka na BBalonie
Dnia Sun, 28 Oct 2007 23:41:56 +0000 (UTC), pafau k. napisał(a):

> jehuda.mazda zawsze puka dwa razy:
>
>>>>>>>>>>>> Dałbym, też sobie uciąć , że istnieje nieskończona
>>>>>>>>>>>> ilość drogi w kosmosie, czyli przestrzeni.
>>>>
>>>>>>>>>>> Ale nie pokażesz mi brat.
>>>>>>>>>> Jak to nie ?
>
> [... tu wyciełem byłem niepoczebne ...]
>
>>> Istnieje droga, tak. Miałeś pokazać, że jest jej nieskończona ilość.
>>> Czyli jeśli chcesz mi to pokazać tak, jak ja pokazuję ci istnienie
>>> liczby pięć (prezentując desygnat w postaci pięciu Nieustannie
>>> Zdumionych Patyczaków), musiałbyś mi pokazać całość i nieskończoność
>>> drogi w kosmosie.
>>
>> Ach o to Ci chodzi..., o nieskończoność...
>> Ok., brat, ale z tą całością, to żeś nieco przegiął moim zdaniem :o(
>> Na tym właśnie polega nieskończoność, że w żaden sposób nie da sie
>> pokazać jej końców, bo ich po prostu nie ma...
>
> No to paczbrat jak się czyni magię... Uważasz? To zaźrzyj
> w tę kryształowo kule:
>
> Przedział domknięty obustronnie, czy jak to się nazywa: <1, 2>.
> Koniec z lewa: 1. Koniec z prawa: 2. A pośrodku... nie dość,
> że nieskończoność, to jeszcze nieskończoność nieskończoności.
> Taki to hokus-pokus.


Tak, to są z pewnością cuda i dziewicze osobliwości :o)
a pośrodku jedna wielka, nieskończona dziura, tak ?
Czy jest choć kilka pewnych wysepek,
na których można postawić noge ? :o/



>>>>>>>> A ile to jest Twoim zdaniem, dowolnie mała długość
>>>>>>>> pomnośona przez nieskończoność ?
>>>>>>> Ta sama nieskończoność.
>>>>>> Która ta sama ?
>>>>> Ta, co ją brat z pietyzmem przez małą długość pomnośiłem.
>>>> Nie bardzo rozumiem.
>>>
>>> No, sam pisałeś, zdaje się, że oo+1 = oo? Takoż wnioskuję, że
>>> 1,2 * oo = oo. Ale może błędnie.
>>
>> A nie, to ok., o te nieskończoność włśnie chodzi.
>> A czy Twoim zdaniem są różne nieskończoności ? :o/
>
> Tak, owszem, jak najbardziej. Te rewelacje pomógł mi zrozumieć
> i dodefiniować pan Edward.


Ano chyba że tak. Czyli co, możemy sie już spokojnie
napić i iść spać ? :o)
No to dobranoc, brat.


>>>> Tak czy owak moim zdaniem jeśli dowonie mała liczba pomnożona|
>>>> przez nieskończoność, daje nieskończoność, to nie da się
>>>> skończonego dzielić w nieskończoność.
>>> Teraz ja nie rozumiem. Chyba jesteśmy kwita :)
>>
>>:o)
>>
>> Nie rozumiesz i nie chcesz zrozumieć,
>> czy też mam sie postarać wytłomaczyć bratu :o/
>
> Nie rozumiem i chcę zrozumieć, i z niecierpliwością, brat,
> czekam na twe mentorskie pouczenia, jeśli tylko sił ci starczy
> i Ochoty (taka dzielnica Warsiawy).

Brat, no weź popacz:

Skoro dowolnie mały ułamek pomnożony przez nieskończoność
daje nieskończoność, to nie istnieje taki wynik dzielenia
w nieskończoność skończonego odcinka, który by po wymnożeniu
przez nieskończoność dawal skończoność, tak ?

Kuna, chyba mi sie wszystko poplątało na koniec...
Ide spać, jutro przemyśle to jeszcze raz, a jak sam
to zrozumiem, co przemyślę, to i bratu opowiem.

Dobranoc.

--
<oo>___ ~* * - ` '-
( _ ) . _ )
vohu.mana ...........................................


From: "pafau k." <erkaerUSUN_TO gmail.com>
Subject: Re: jak Bog moglby sie wiarygodnie objawic?
jehuda.mazda zawsze puka dwa razy:

>>> Wj 12:29
>>> 29. O północy Pan pozabijał wszystko pierworodne Egiptu: od
[...]
>>> (BT)
>>>
>>> Twoim zdaniem nadal pozostał nieskończenie miłosierny i dobry ?
>>
>> Nie, bo wtedy taki nie był, więc pozostać taki nie mógł.
>> Coś ne może _pozostać_ takie, jakie nie jest.
>> ST --- transition --> NT.
>
> Czyli Bóg JHWH się zmienił ze złego na dobrego ? :o/

Aniebrat? Widzisz jakieś inne tłomaczenie dychotomii ST/NT?

>>Nasza etyka to przybliżenie
>> boskiej - takie jak możliwe na ziemi.
>
> Brat, chyba etyka ojcowska wszędzie jest taka sama, tak ? :o)
> Przecież na tym właśnie polega ewangelia, o ile mówimy
> o tym Bogu, ktorego objwił ten Żyd Jeszu,
> znaczy dobrego Ojca.

Nie dość, że Żyd, to jeszcze żyd. A etyka ojcowska...
cokolwiek by to znaczyło. Słuchaj, nie pojmiemy świata tak,
jak Bóg go pojmuje. Ani-ani. Gdzieś już się podpierałem
tutej sztuczką-magiczką z Łazarzem. Jeszu rzekł: wyjdź,
a Łazarz wyjszł, choć nie pierwszej już był świeżości, oj,
nie pierwszej. Umiesz powtórzyc tę sztuczkę? Pozwól, odpowiem
za ciebie: nie umiesz, brat. A weisz, czemu? Bo Jeszu miał
oprócz wolnej woli człowieczej wolę bożą. A dopóki nie
naumiesz się tego, i paru innych sztuczek, nie będziesz
widział świata, jak Bóg. Ergo - do Niego muszą się
stosować inne zasady, do nas nieco inne.

>>>>> To bujda na resorach, brat, bo chyba Bóg pragnie,
>>>>> by ludzie badali jego wyroki i by były zbadane, tak ?
>>>> A po czem wnosisz?
>>> A Ty byś utrzymywał swoich synów w ciemnoscie i niewiedzy
>>> oraz nieznajomości siebie samego i swoich zasad etycznych ?
>>
>> Ja nie.
>
> A więc Ty jesteś mądry, ale Bogu to wmawiasz głupote, tak ? ;o/

Hm, z tego
a) nie wynika, że jestem mądry
b) na razie brzytwa Ockhama, jak mi wyłożysz fałsz a)
to podyskutuję o wmawianiu Bogu czegoś.

>>Dajcie wszyscy zpokój z tymi analogiami. Kurdebalans,
>> toż to narzędzie wnioskowania mniej jeszcze dokładne od redukcji!
>> I w tym przypadku też się nie sprawdza. My do Boga nie mamy
>> się tak jak moje syny do mnie, brat.
>
> No przecież na tym właśnie polega dobra nowina Jeszu Izraela !
> że dokłądnie my sie tak mamy do Ojca, ja nasze syny do nas :o)

Ja to widzę inaczej - że tak się do Ojca mieć będziemy po śmierci,
kiedy to trochę więcej zrozumiemy.

--
pafau k. [Nie ma Słowian bez barszczu]


From: "pafau k." <erkaerUSUN_TO gmail.com>
Subject: Re: # siatka na BBalonie
jehuda.mazda zawsze puka dwa razy:

>>>>>>>>>>> Dałbym, też sobie uciąć , że istnieje nieskończona
>>>>>>>>>>> ilość drogi w kosmosie, czyli przestrzeni.
>>>
>>>>>>>>>> Ale nie pokażesz mi brat.
>>>>>>>>> Jak to nie ?

[... tu wyciełem byłem niepoczebne ...]

>> Istnieje droga, tak. Miałeś pokazać, że jest jej nieskończona ilość.
>> Czyli jeśli chcesz mi to pokazać tak, jak ja pokazuję ci istnienie
>> liczby pięć (prezentując desygnat w postaci pięciu Nieustannie
>> Zdumionych Patyczaków), musiałbyś mi pokazać całość i nieskończoność
>> drogi w kosmosie.
>
> Ach o to Ci chodzi..., o nieskończoność...
> Ok., brat, ale z tą całością, to żeś nieco przegiął moim zdaniem :o(
> Na tym właśnie polega nieskończoność, że w żaden sposób nie da sie
> pokazać jej końców, bo ich po prostu nie ma...

No to paczbrat jak się czyni magię... Uważasz? To zaźrzyj
w tę kryształowo kule:

Przedział domknięty obustronnie, czy jak to się nazywa: <1, 2>.
Koniec z lewa: 1. Koniec z prawa: 2. A pośrodku... nie dość,
że nieskończoność, to jeszcze nieskończoność nieskończoności.
Taki to hokus-pokus.

>>>>>>> A ile to jest Twoim zdaniem, dowolnie mała długość
>>>>>>> pomnośona przez nieskończoność ?
>>>>>> Ta sama nieskończoność.
>>>>> Która ta sama ?
>>>> Ta, co ją brat z pietyzmem przez małą długość pomnośiłem.
>>> Nie bardzo rozumiem.
>>
>> No, sam pisałeś, zdaje się, że oo+1 = oo? Takoż wnioskuję, że
>> 1,2 * oo = oo. Ale może błędnie.
>
> A nie, to ok., o te nieskończoność włśnie chodzi.
> A czy Twoim zdaniem są różne nieskończoności ? :o/

Tak, owszem, jak najbardziej. Te rewelacje pomógł mi zrozumieć
i dodefiniować pan Edward.

>>> Tak czy owak moim zdaniem jeśli dowonie mała liczba pomnożona|
>>> przez nieskończoność, daje nieskończoność, to nie da się
>>> skończonego dzielić w nieskończoność.
>>
>> Teraz ja nie rozumiem. Chyba jesteśmy kwita :)
>
>:o)
>
> Nie rozumiesz i nie chcesz zrozumieć,
> czy też mam sie postarać wytłomaczyć bratu :o/

Nie rozumiem i chcę zrozumieć, i z niecierpliwością, brat,
czekam na twe mentorskie pouczenia, jeśli tylko sił ci starczy
i Ochoty (taka dzielnica Warsiawy).

--
pafau k. [Nie ma Słowian bez barszczu]


następna strona